Rozdział
VIII
~*~Alexis~*~
Nareszcie w domu. Odetchnęłam świeżym powietrzem, pachnącym truskawkami, morzem i słońcem. Czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie, ponieważ :
- Byłam na Obozie
- Byłam tu z najwspanialszym chłopakiem na świecie, który był moim narzeczonym
- Byli tu wszyscy moi najlepsi przyjaciele
Ale była jedna rzecz, która w tym idealnym świecie mnie niepokoiła : Meg. Była śmiertelniczką, to pewne, ale pewne było również to, że miała jakąś rolę do odegrania w naszym świecie.
-Tęskniłeś za mną ? - spytałam
-Nawet nie wiesz, jak bardzo. - uśmiechnął się w sposób, w który uśmiechał się tylko do mnie.
-Oj uwierz, że wiem. - uśmiechnęłam się równie szelmowski sposób. Objął mnie wpół i pocałował. To w nim kochałam, spontaniczność.
Poszliśmy w stronę domków, a właściwie on poszedł, niosąc mnie. Teraz stało ich tam ponad 20; domki i dla tych większych i tych mniejszych bogów i bogiń. Symbol zmian.
Na boisku dzieciaki Apollina grały w siatkówkę.
-Nie obrazisz się, jeżeli Cię tu teraz zostawię ? - spytał stawiając mnie na ziemi.
-Nie ma problemu - uśmiechnęłam się. Pocałował mnie i odszedł w stronę domku numer 13. Mój kochany syn Hadesa.
-Alex ! Wróciłaś ! - usłyszałam i zostałam prawie zgnieciona.przez moją przyjaciółkę Paulę. Jej rodzeństwo zareagowało z podobnym entuzjazmem. Paula to taka typowa nastolatka - pozytywnie zakręcona, dodatkowo napędzana ADHD, blondynka o niebieskich oczach. Książkowy przykład dziecka Apollina. I choć jej ojciec był zasadniczo moim przyrodnim bratem, to była moją najlepszą przyjaciółką. My nie zagłębiamy się w te boskie koligacje rodzinne, no bo na przykład, okazało by się, że Paula jest moją bratanicą, a ja umawiam się z własnym kuzynem. Brzmi to bardzo dziwnie, dlatego liczy się tylko matka albo ojciec.
-Hej wariatko. Obóz stoi, to nie bardzo narozrabialiście, co ? - wybuchnęłyśmy śmiechem, a jej rodzeństwo nam zawtórowało.
-Ej no, dzięki. To tamta zgraja z Hood'ami na czele wiecznie rozrabia.
-A wy święci ? - zapytałam
-A jak ! - zawołała, a jej domek to potwierdził.
-Przejdziemy się ? - zaproponowałam
-Jasne - odpowiedziała - No, macie wygrać dla mnie ten mecz, Will, dasz radę nie ? - spytała swojego brata, który na spółkę z nią pełnił rolę grupowego domku.
-Nie ma problemu. - uśmiechnął się.
Przeszłyśmy się po Obozie. Na jeziorze Percy pilnował dzieciaków, które pływały kajakami. W stajniach pegazów spotkałyśmy Piper i Butch'a, który prowadzili lekcje latania na pegazach.
Witając się ze starymi znajomymi, dotarłyśmy na plażę i siedząc na piasku, opowiadałyśmy co działo się od mojego wyjazdu. I choć minęły tylko 2 tygodnie, to wydarzyło się zaskakująco sporo.
-Mam wrażenie, że nadal mamy po 16 lat. - zwierzyłam się wpatrując się w horyzont.
-Hm, ty przynajmniej na tyle wyglądasz. Niektórzy nie mają takich luksusów.
-Taa, nie ma to jak nieśmiertelność.
-Chcesz się zamienić ?
-Gdyby to było możliwe, to bardzo chętnie, ale na pewno nie z Tobą - wybuchnęłyśmy śmiechem.
Często się tak droczyłyśmy. Tym razem przerwał nam, biegnący w naszą stronę Connor Hood. Connor jest minimalnie niższy od swojego brata bliźniaka, Travisa, tylko dzięki temu można ich rozróżnić. Ma ciemne, kręcone włosy i dziwaczny uśmiech, pasujący do jego dziwacznego poczucia humoru. Ogółem, jest z niego świetny kumpel, ale trzeba pamiętać, iż jest synem boga złodziei.
-Alex, Chejron chce Cię widzieć w Wielkim Domu i to szybko. - spojrzał na moją przyjaciółkę - Hej, Paula.
-Cześć Connor - odpowiedziała z trochę za dużym entuzjazmem. Zmierzyłam wzrokiem tę dwójkę. Czy ona mi o czymś nie powiedziała ?
-Doobra, to ja was zostawiam. - pożegnałam się i pobiegłam do Wielkiego Domu. W zasadzie był to zwykły dom, pomalowany na niebiesko, z dachem zwieńczonym spiżowym orłem. Na werandzie okalającej cały budynek znajdowali się Chejron w swej zwykłej postaci pół konia, pół człowieka, Jake, siedząca na fotelu Meg i Lilly wpatrująca się z podziwem i zdziwieniem w nauczyciela. Nie miałam jej tego za złe, w końcu patrzyła na centaura. Na centaura, który zawzięcie dyskutował o czymś z moim bratem.
-Ta śmiertelniczka nie może tu zostać. To wbrew zasadom tego obozu.
-Ona musi tu zostać. Im obu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo i dobrze o tym wiesz ! - wykrzyczał Jake. Stanęłam obok niego i momentalnie zamilkł.
-Alex, powiedz coś.
-Ja - popatrzył na mnie błagalnie - Chejronie, mówię to niechętnie, ale ona musi tu zostać.
-Wiesz, że prawa mówią...
-Wiem co mówią prawa, bo znam je na pamięć - weszłam mu w słowo - Ale, na Zeusa, ona musi tu zostać. - z oddali usłyszeliśmy grzmot - Widzisz ? Zgadza się ze mną.
Chejron spojrzał na mnie, na niebo i na Meg. Na koniec spojrzał ze zrezygnowaniem na Jake'a
-Panie Bugg, pokaż jej Obóz
-Tak jest - humor mu powrócił - Chodźcie.
-Nie - spojrzał na centaura pytająco - Zabierasz tylko tę dziewczynę - wskazał na Meg - Alexis, zabierz tą małą do Rachel. Kiwnęłam głową.
Chodź mała -zawołałam ją. Zeszłyśmy z werandy i skierowałyśmy się w stronę wzgórz przy lesie, gdzie rezydowała Wyrocznia.
-Kto to Rachel ? - spytała Lilly
-To nasza wyrocznia. Przepowiada różne rzeczy, zapowiada misje. Powinnaś ją polubić.
-Ale po co mam do niej iść ? Czemu konik kazał Ci mnie tam zabrać ? - spodobało mi się, że nazwała Chejrona per 'konik'
-Lilly, nie nazywaj naszego nauczyciela konikiem - pouczyłam ją - Przynajmniej nie w jego obecności - dodałam z uśmiechem. Odwzajemniła go. - No, jesteśmy.
Stałyśmy przed pieczarą, zasłoniętą aksamitną, fioletową kotarą haftowaną w węże. Przy wejściu płonęły pochodnie, a w spiżowych trójnogach również płonął ogień, tyle, że zielony.
-I ona tu mieszka ? - zdziwiła się
-Jest Wyrocznią. Musi być dziwna. - odparłam
Weszłyśmy do środka, którego wyglądu nie zapowiadała aranżacja wejścia. Wnętrze wyglądało jak pełnowymiarowy apartament. Kamienna podłoga, przykryta była puszystym, kremowym dywanem. Meble jasne i proste. Do tego komputer i kino domowe. Na sofie obitej kremowym zamszem siedziała rudowłosa dziewczyna - Rachel i ciemnowłosy, ciemnooki chłopiec. Mógł mieć co najwyżej dziewięć lat, ale dyskutował z Wyrocznią zawzięcie. Tak bardzo przypominał swojego ojca.
-Cześć Rachel. - przywitałam się - Nie przeszkadzamy ?
-Nie, no co ty. Wejdźcie. - Lilly podeszła do Rachel i zaczęła zadawać jej różne pytania: czemu mieszka w jaskini ? co znaczy, że jest wyrocznią ? czy fajnie jest być wyrocznią ?
A ja patrzyłam na tego małego chłopca. A on spojrzał na mnie.
-Mama - zawołał i przytulił się do mnie
-Witaj Aidanie - odpowiedziałam i go przytuliłam - Nie zamęczyłeś Rachel ? - uśmiechnął się
-Nie, ciocia Rachel jest super.-spojrzałam pytająco na Rachel. Ciocia ?
-No wiesz, jakoś ostatnio sporo czasu tu spędzał i sam zaczął mnie tak nazywać. Nie masz nic przeciwko ? - łagodnie odpowiedziała
-Nie, to świetnie. - uśmiechnęłam się - Chejron kazał mi ją tu przyprowadzić - wskazałam na małą - Tylko zupełnie nie wiem po co. Może ty mi to powiesz ?
-Chciałbym, ale naprawdę nie wiem. Jest półboginią i ma potężnego rodzica. To Ci mogę powiedzieć, ale pewnie już to wiesz ?
-Nie wyczuwam od niej potęgi.
-Ja to po prostu wiem. Przeczucie - mrugnęła do mnie. Pokiwałam głową. Wiedziałam jak to jest.
-Muszę z Tobą pogadać. -powiedziała
- Jasne, Aidan, zaprowadzisz Lilly do jadalni ?
-Dobrze mamo. Chodź Lil - dwójka dzieci wybiegła z jaskini.
-O co chodzi ? - patrzyła na mnie smutnym wzrokiem. -Rachel, o co chodzi ?
-A o to, że ta dziewczynka nie powinna istnieć. Podobnie jak twój syn - powiedziała patrząc na mnie rozjarzonymi zielenią oczami Wyroczni Delfickiej.
no, no ciociu Alice...rozdział bardzo fajny i przyjemnie się czyta.
OdpowiedzUsuńZaciekawia mnie postać małej Lily.
Czekam na następny rozdział
Ściskam
Dżerrka
Pom pom pooooom
OdpowiedzUsuńEpic, Aaaasaaaaam i tak dalej :D
I jeszcze końcówka :D
I "konik" :D
Czekamy na więcej :)
Móżdżek
tym''Aaaaaasaaam' przypomniałeś mi moją panią od anglika ;)
Usuń