Rozdział
XI
XI
~*~Meg~*~
Czas jakby zwolnił. Wszyscy wpatrywali się w Lilly z szeroko otwartymi oczami, jakby zobaczyli stworzenie z innej planety, a nie 7 letnią dziewczynkę. Chciałam do niej pobiec, ale Annabeth złapała mnie za ramię.
-Czekaj. - powiedziała ze spokojem, nie pasującym do całej sytuacji. Najwyraźniej, nie zrobiło to na niej wielkiego wrażenia. Patrzyłam na nią zszokowana. To moja siostra, coś się dzieje, a oni próbują mnie od niej odizolować.
-Na co ? - spytałam z nieskrywaną złością.
Chejron pokłusował do małej.
-Bądź pozdrowiona, Lilliano Boyd, córko sprawiedliwej. Śmiertelna potomkini tytana.
-Zaraz ! - tym razem Annabeth nie zdążyła mnie powstrzymać, Jake podążył za mną jak cień. - Jaki tytan ? Jaka sprawiedliwa ? To niemożliwe, znałam naszą mamę. To niemożliwe - powtórzyłam zszokowana.
-Doprawdy ? - spytała chłodno Alexis, która pojawiła się znikąd, obok. - Więc czemu się zdarzyło ? - nie odpowiedziałam, nie potrafiłam - No właśnie, mimo tego kim jesteśmy, to z zasady rzeczy niemożliwe się nie dzieją. Dlatego są 'niemożliwe'. - założyła ręce na piersi, mając pewność, że jej rozumowaniu nie da się nic zarzucić.
-Mmm, rzeczywiście. Ale... - milczenie przerwał jej chłopak
-Ale ? - zapytała z lodowatym opanowaniem, kryjącym w sobie furię
-Ostatnio wydarzyło się wiele rzeczy z zasady niemożliwych, prawda ? Powstanie tytanów, przebudzenie Gai, sojusz z rzymianami. A jednak się zdarzyło.
Ważyła przez chwilę jego słowa i ostatecznie przyznała mu, z niechęcią, rację.
-Kiedy to nie tłumaczy... - centaur położył mi dłoń na ramieniu.
-Jutro dziecko, jutro - następnie zwrócił się do szatynki - Opowiedz pannie Boyd i obozowiczom historię i zapanuj nad ciszą nocną.
Kiwnęła głową.
-A co z pojedynkiem ? - zawołał jakiś chłopak spod emblematu z głową dzika
-Jutro przed śniadaniem wyrównam pojedynek - uśmiechnęła się szelmowsko do Nika - Domek Aresa będzie walczył ze mną - rozległy się radosne wiwaty. Pogładziła Lil po włosach i usiadła na brzegu kamiennego ogniska, którego płomienie przygasły, dając aurę tajemniczości. Dwóch blond chłopców nałożyło na jej głowę przepiękną chustę z błękitnego, haftowanego muślinu, i to z takim szacunkiem, że zaczęłam podejrzewać, że jest tu kimś w rodzaju księżniczki czy nawet królowej. Naprawdę zaczynałam czuć się tu naprawdę nieswojo, może rzeczywiście lepiej było zostać w domu. Zamyślona, nie zauważyłam, iż rozmowy ucichły, a wszyscy usiedli na swoich miejscach. Objęłam ramieniem Lilly, która się we mnie wtuliła. Nie miała już na oczach opaski, ale nadal trzymała ją w dłoniach, jakby był to jej największy skarb. Błękitny hologram zdążył już zgasnąć, ale nadal czuło się aurę tajemnicy wokół dziewczynki.
-Dawno temu, przed wiekami, w pewnym pięknym i bogatym królestwie, urodziła się dziewczynka równie piękna co jej królestwo. Była córką króla i Miłości. Niczego jej nie brakowało, była najpiękniejszą i najszczęśliwszą osobą na świecie. Aż do swych 15 urodzin...
W dzień jej urodzin, przybyła do niej matka i przekazała jej do wypełnienia misję, która miała udowodnić, iż jest warta bycia córką Miłości - dosłyszałam westchnienie spod różowego sztandaru z gołębicą - Miała rozkochać w sobie Morze, Niebo lub Śmierć. Z chęcią przyjęła misję; nie wierzyła, że może jej się nie udać. Była przecież piękna, sprytna i inteligentna. Tak inteligentna, a jakże głupia.
Misja powiodła się, bo przecież nie mogło być inaczej. Powiodła się aż za dobrze : miała rozkochać w sobie jednego zakochała się cała - zawahała się na moment - cała czwórka. Bo i bracia, i kobieta byli zakochani. Nie potrafiła wybrać jednego, aby zgodnie z wolą swej matki, urodzić dziecko, gdyż wiedziała, że skrzywdzi tym pozostałą dwójkę.
Została wyklęta przez matkę, przeklęta straszliwą klątwą. Uciekła z pałacu, tułała się latami po całym świecie, nigdzie nie znajdując schronienia na długo, bo jeden z braci zawsze ją znalazł.
Dopiero najmłodszy z braci okazał się najwytrwalszy i najbardziej uparty.
Kobieta urodziła córkę, która była dowodem miłości ich wszystkich : miała urodę matki, oczy w kolorze morza, włosy ciemne jak głębie Tartaru i charakter burzy z piorunami.
I tak jak matka, nosiła piętno miłości, która nigdy nie mogła się spełnić. Aż do dziś.
Spuściła wzrok, a na jej zwykle dumnej twarzy zagościł smutek. Myślałam, że dokończy historię, ale wstała szybka jak wąż, a chusta spłynęła z jej hebanowych włosów prosto w ogień, z którego wystrzeliły tysiące srebrzystych, które na tle atramentowego nieba ułożyły się w kształt orła. Nasze spojrzenia na chwilę się skrzyżowały, a ja nie wiem czemu wyszeptałam 'Przykro mi'. Pokręciła głową i odwróciła wzrok, zawołała do siebie kilka osób. Ludzie zaczęli wychodzić z amfiteatru, a ja nadal siedziałam na zimnym kamieniu.
To sen, to tylko sen - pomyślałam - Zaraz obudzę się w mieszkaniu ojca, słysząc jego krzyki pełne pogardy i zapewne płacz małej. Później będę się nią zajmować, tak jak zawsze i będę wysłuchiwać kolejnej porcji krzyków, o tym jakie to jesteśmy mało użyteczne i jakie bezsensowne jest jego życie. Jak zawsze.
Zamknęłam oczy i uszczypnęłam się w nadgarstek. Znowu je otworzyłam; nadal siedziałam w tym samym kamiennym teatrze sprzed wieków, w tym strasznym, ale jakże pięknym miejscu, przed dogasającym ogniskiem.
Więc to prawda, jestem tutaj, z dala od ojca (czy aby na pewno jest moim ojcem ? To akurat chętnie poddałam wątpliwości) i problemów. Tyle, że tym razem, to najwyraźniej ja byłam źródłem problemów. W dodatku moja siostra, przynajmniej z mojej perspektywy, okazuje się wybrykiem natury, choć według ludzi tutaj, to ja jestem inna. No i jedyna pozytywna wiadomość - poznałam super faceta; Jake jest niesamowity, ale... ale to chyba dosłownie nie moja bajka, a może nie mój mit ? Zresztą, nie mam teraz czasu ani głowy do facetów, to takie trywialne.
-Zdajesz sobie, mam nadzieję, sprawę z tego, iż to nie ty ani twoje pojawienie się tutaj jest problemem ? - aż podskoczyłam ze strachu, gdy zdałam sobie sprawę, że tuż obok mnie siedzi 'królowa' obozu, która po raz kolejny prezentuje swoje jakże ciekawe, huśtawki nastrojów. Ciekawe czy zdaje sobie z nich sprawę ? - Nie jestem królową, a księżniczką i nie, nie mam huśtawek nastrojów.
-Skąd wiesz, o czym myślałam ? - spytałam oburzona
-Wiem sporo rzeczy i nie ma sensu, aby było Ci przykro z powodu historii mojej matki - uśmiechnęła się smutno
-Twojej... matki ? - zdziwiłam się, a ona spojrzała na mnie, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
-Nie powiesz, mi, że nawet nie zaczęłaś się domyślać. Choć szczerze Cię nie lubię, to chyba nawet ty nie możesz być tak tępa.
-Stokrotne dzięki.
-Sarkazm nie jest wskazany. Mimo, że nie przekonałam się jeszcze do Ciebie, kładąc nacisk na słowo jeszcze, to nie chcę Cię totalnie poniżyć, szczególnie przed moim bratem, bo uwierz, jako wnuczka Afrodyty, szczerze twierdzę, że na facetów zawsze jest pora. - uśmiechnęła się, a ja nieśmiało zrobiłam to samo. - No, dużo lepiej. Teraz, co do facetów. Większość jest wolna, ale kilka zasad : Po pierwsze, możesz umawiać się w teorii, z każdym, bo nie wiąże Cię z żadnym z nich matka lub ojciec. Po drugie, nie zwracasz uwagi na mojego przyrodniego brata, Jasona; na bliźniaków Hood; na Franka z domku Aresa i na Perseusza. Dodatkowo odradzam satyrów. Reszta zasadniczo jest do wzięcia, ale nie wszyscy. Po trzecie, jeśli chcesz startować do Jake'a to musisz naprawdę się postarać, i dodatkowo postarać się, żeby wziął Cię pod ochronę, bo damska połowa Obozu, wydrapie Ci oczy i to raczej nie jest przenośnia. Po czwarte i najważniejsze, wara od mojego chłopaka, bo krzywdy, jaką ja Ci zadam, nie będziesz w stanie porównać do niczego. - podczas całego monologu szeroko się uśmiechała, ale ta ostatnia groźba zabrzmiała naprawdę poważnie. - W Jego sprawie, zawsze jestem poważna, bo nawet sprawy sobie nie zdajesz, co musieliśmy oboje przejść, żeby być razem. To wszystko, co mogę Ci powiedzieć.
Najwyraźniej, to był koniec królewskiej audiencji, bo wstała i najwyraźniej oczekiwała, że zrobię to samo. Poprowadziła mnie do domku z szaroniebieskich desek z kaduceuszem i tabliczką z numerem 11, przybitymi nad drzwiami.
-Domek Hermesa, dzisiaj śpisz tutaj, a jutro zastanowimy się co dalej. Connor ! - krzyknęła. Drzwi otworzył chłopak, który przyjął mnie przy stole w sali jadalnej- Dobry wieczór Travis, wołałam Connora, ale to w sumie żadna różnica. Przypilnujcie jej do rana.
-Ma się rozumieć, czyli możemy... ? - nie dokończył.
-Ale tylko ten raz. Dobranoc Margaritte, mam nadzieję, że potraktują Cię łagodnie. - miałam wrażenie, że chciała użyć słowa innego niż łagodnie.
-Dobranoc - pożegnałam się z odrobiną lęku
-Nie martw się. Jesteśmy dobrą rodziną, może czasem coś komuś znika bez wieści, ale w sumie jesteśmy dobrą rodziną - uśmiechnął się szeroko. Po chwili, jakby sobie o czymś przypomniał, zawołał kogoś i polecił mu przyniesienie śpiwora. - Nasz domek jak widzisz nadal jest zatłoczony, ale zdecydowanie mniej niż kilka lat temu. - oprowadził mnie szybko po domku, przedstawiając kilku osobom. Po czym wręczył mi śpiwór i plecak, który tu przywiozłam
-Skąd go macie ?
-Nasz tato, jest nie tylko boskim posłańcem. Umie skombinować różne rzeczy. Pod pojęciem skombinować mam na myśli ukraść, albo jak kto woli pożyczyć.
-Aha. Powinnam wiedzieć coś jeszcze ?
-Pobudka zwykle o 7.30, jutro o 7.00. Śniadanie o 8.00, później ktoś pokaże Ci zajęcia. Dobrej nocy. - i tak po prostu odszedł.
Znalazłam sobie jakiś wolny kawałek podłogi w kącie, rozłożyłam śpiwór i zwinęłam się w kłębek. Było już dobrze po 10 i ktoś zawołał, że zostało nam 5 minut. Ale ja nie zwracałam uwagi na ludzi wokół, którzy może wydawali się przyjaźnie nastawieni, ale jednak ja byłam inna wśród nich. Zresztą, to nic nowego. Zawsze za niezwykła dla śmiertelników i za zwykła dla niezwykłych osób.
Wpatrywałam się w fotografię mamy. W jej piękne orzechowe oczy i jasne włosy.
-Może i nie jesteś boginią, ale dla mnie zawsze nią byłaś i zawsze będziesz.
I zasnęłam, tuląc się do fotografii najżyczliwszej mi osoby, która nigdy już nie wróci.
na razie chyba troszeczkę nie ogarniam wszystkiego, ale jeszcze trochę i będzie ok. ;d poza tym to rozdział świetny, chyba nawet nie ma żadnych literówek, powtórzeń ani błędów interpunkcyjnych, bo żadnego nie zauważyłam, a jestem dość na to wyczulona. ;d pisz dalej i życzę dużo weny. <3
OdpowiedzUsuń~ serioous
Ja też jestem na to strasznie wyczulona, dlatego pisanie zajmuje mi sporo czasu. ;D
UsuńDzięki i nawzajem :)