niedziela, 17 marca 2013

Rozdział II ~*~Meg~*~

Rozdział II
~*~ Meg ~*~
Weszliśmy do windy w stylu art déco, która w środku była właściwie jednym wielkim lustrem. Lilly stała pomiędzy nami, oparta o moje nogi. Jake oparł się o jedną z lustrzanych ścian i zaczął bawić się białym iPhone'm. Wjechaliśmy na ostatnie piętro, a drzwi otworzyły się wprost na przestronny apartament. W salonie zobaczyłam dwójkę dzieci o blond włosach i dwójkę ludzi, dziewczyna wyglądała na matkę dwójki, a chłopak miał ten sam morski odcień oczu.
-To Annabeth i Percy, a ta dwójka urwisów to Thalia i Charles. - wyszeptał mi do ucha Jake. Poprowadził nas do jasnej kuchni, postawił torbę z zakupami na granitowym blacie obok mojego plecaka. Wskazał nam gestem, abyśmy usiadły na czarnych krzesłach, a sam zaczął przeglądać pocztę. Chwilę później, podeszła do nas kobieta po trzydziestce i podała nam po szklance lemoniady. Lilly momentalnie przypięła się do słomki,ja tylko przesuwałam palcem po brzegu szklanki.
-Możesz się napić. Nie jest zatrute. - chłopak podniósł wzrok znad listów.
-Nie o to chodzi. - wpatrywał się we mnie uparcie, więc upiłam łyk. Najwyraźniej zadowoliło go to, bo wrócił do przeglądania papierów.
-Czemu nam pomogłeś ? - spytałam
-A czemu nie ? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
-To nie odpowiedź. - zaprotestowałam
-Uznałem, że tak będzie właściwie, zadowolona ?
Przytaknęłam, ale nie była to dla mnie wystarczająca odpowiedź.
Usłyszałam znajomą melodię z 'Króla Lwa'.
-Oglądają 'Króla Lwa'. Meggy, mogę też iść oglądać ? Mogę ?
-Ja... Nie wiem.
-Jake, mogę ? Mogę, mogę, mogę ? - zaczęła wesoło podskakiwać
-Oczywiście, że możesz, królewno. - wziął ją na ręce i zaniósł do salonu.
Siedziałam w kuchni sama, kiedy usłyszałam głos osoby stojącej w drzwiach :  
-Kim ty jesteś ? - powiedziała to dziewczyna z krótkimi, ciemnymi włosami i przenikliwymi, zielono-złotymi oczami wypełnionych wściekłością. Była trupio blada, ale niezaprzeczalnie piękna. Ubrana w czarne legginsy, białą luźną koszulkę z symbolem anch i wysokie, czarne botki. Słowem, musiała to być legendarna Alexis.
-Ja... - nie wiedziałam co powiedzieć - Ty musisz być Alexis.
-Tak, to ja. Ale kim jesteś ty ? - ostatnie zdanie wycedziła przez zęby.   
-Ja... - znów nie wiedziałam co powiedzieć. To chyba przez jej wygląd, kojarzyła mi się z kobrą, która hipnotyzuje swoje ofiary przed atakiem. I rzeczywiście, czułam się jak takie małe, bezbronne zwierzątko. - Twój brat mnie tu przyprowadził. - jedyne co przyszło mi do głowy.
-Nie dziwię się. Zawsze miał dziwne podejście do pomagania innym. Ale ile razy mam pytać 'Kim jesteś ?' zanim się tego dowiem ?
-Jestem Meg, właściwie Margaritte. Miło mi Cię poznać. - wyraz jej twarzy zmienił się momentalnie.
-Ach tak. - uśmiechnęła się promiennie. - Więc co tu robisz ? A właściwie robicie ?
-My uciekłyśmy z domu. Moja siostra i ja. Twój brat nas znalazł i przyprowadził tutaj.
-Rozumiem, a uciekłyście, bo ?
Nie odpowiedziałam. Nie potrafiłam, nie wiem czemu.
-Przepraszam, nie musisz nic mówić.
-Nie, po prostu... To trudne. - patrzyła się na mnie, oczami, które z oczu wściekłej kobry zmieniły się w oczy małego szczeniaczka - łagodne i urocze. Zaczęłam opowiadać : o mamie, która umarła wracając z pokazów w Mediolanie, o pijaństwie i depresji ojca, o Lilly, o naszej ucieczce, a w końcu o tym, jak znalazł nas Jake.
-I masz tylko 17 lat ? - spytała
-No tak.
-Twoja mama była projektantką ?
-Byłą top modelką. To miał być jej ostatni pokaz, przed ostatecznym końcem kariery. I nie wątpliwie był.
-Pamiętam ten wypadek. Byłam wtedy w Mediolanie, na tych pokazach.
-To ile masz lat ?
-Pię... Piętnaście lat miałam, kiedy zdarzył się ten wypadek.
-Nie wyglądasz na 20 lat. To znaczy... przepraszam, ale...
-Och, nie szkodzi. - uśmiechnęła się- Wiem, że nie wyglądam, ale w końcu wiek to tylko liczba.
Spojrzała na srebrny zegarek w kształcie kwiatu, który miała na nadgarstku.
-Cóż, zrobiło się trochę późno. Na pewno obie jesteście zmęczone. Vivienne ! -zawołała.
-Tak, pani ? - spytała kobieta, która wcześniej podawała nam lemoniadę.
-Przygotujcie pokój gościnny dla dwójki osób.
-Czy to wszystko ? 
-Hm... Niech Santiago zadzwoni do Marca i potwierdzi jutrzejszy obiad. To wszystko.
Kobieta odeszła, a my skierowałyśmy się do salonu. Cała czwórka bawiła się w najlepsze. Tak, powiedziałam czwórka, Jake bawił się wraz z nimi, z równą radością. Lilly siedziała na piersi chłopaka, a blond bliźniaki, bo musiały być bliźniakami, biegały wokół nich.
-Lil, chodź. - zawołałam ją.
-Czemu ? Bawimy się - cała czwórka przerwała grę w 'męczenie Jake'a'
-Właśnie. Czemu ? - dołączył się ten ostatni.
-Bo masz braciszku, lat osiemnaście, a nie osiem. Później się pobawicie. - stwierdziła Alexis
-No dobrze. - oboje się zgodzili, Lilly podbiegła do mnie a chłopak, usiadł.
-Zaprowadzę was na górę. - zaproponował
Zgodziłam się. Weszliśmy po szklanych, kręconych schodach na piętro, którego fragment był czymś w rodzaju galerii widokowej. Z jedej strony widok na przestronne mieszkanie, a z drugiej... zapierająca dech w piersiach panorama Manhattanu.
-Tutaj macie łazienkę, a tam będziecie spać... Słuchasz ty mnie ?
-Co, co mówiłeś ? - spytałam przywrócona do rzeczywistości.
-Piękne prawda ? - podszedł tak blisko, że czułam na szyi jego ciepły oddech.
-Dziękuję. - odwróciłam się. Nasze twarze dzieliły centymetry. Jake zmniejszył ten dystans o połowę. Widziałam odbicie własnej twarzy w jego ciemnych tęczówkach. Jego usta były tak blisko, czułam jego ciepło. Pochylił się jeszcze bardziej i...
-Nie masz za co. Jesteś tego warta. - uśmiechnął się i odsunął ode mnie. Zbiegł na dół, a ja stałam oniemiała i patrzyłam za nim. W końcu westchnęłam i powiedziałam :
-Chodź mała, trzeba Cię umyć.           

5 komentarzy:

  1. OOOOOOOO Prawie doszło do pocałunku. Jakie to romantyczne było.
    Cudownie opisałaś siebie - Alexis. Sama prawda. Wydawała się taka.....zła, wredna, a okazało się, że jest zupełnie inną osobą.
    Teraz nie umiem się rozpisać. Podobało mi się.
    Czekam ciociu.
    Elizabeth Dżerr Jackson

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro lubisz pocałunki, to spodoba Ci się kolejny rozdział ;)

      Usuń
  2. BOŻE.. JEST ZAJEBISTY! pewnie jak każdy, następny. bardzo mi się podoba jak piszesz, czyta się bardzo fajnie, tak lekko, nie mogę się doczekać następnych rozdziałów. niedawno skończyłam czytać PJ i OH i jest po prostu zakochana! <3 nie wieżę, że znalazłam o tym opowiadanie (ff) i to do tego takie super. życzę Ci duuuużo weny i żebyś pięknie (i oczywiście szybciuto) pisała. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę jest mi bardzo miło.
      Postaram jeszcze dziś dodać rozdział, tym razem z perspektywy Alexis.

      Usuń
  3. Jedno, wielkie WOW!
    Zachwyt, euforia i nie wiem co jeszcze :D
    Uwielbiam romantycznie historie, a ta zdecydowanie będzie moją ulubioną :)
    Końcówki mój móżdżkowy móżdżek nie skapował, ale co tam :D
    Reszta jest BOSKA!
    "Bo masz braciszku, lat osiemnaście, a nie osiem." Hahahahaha :D
    Powalające teksty masz :)
    Życzę dużo weny, weny i jeszcze raz czasu :D
    Móżdżek ;)

    OdpowiedzUsuń