Rozdział II
~*~ Meg ~*~
Weszliśmy do windy w stylu art déco, która w środku była właściwie jednym wielkim lustrem. Lilly stała pomiędzy nami, oparta o moje nogi. Jake oparł się o jedną z lustrzanych ścian i zaczął bawić się białym iPhone'm. Wjechaliśmy na ostatnie piętro, a drzwi otworzyły się wprost na przestronny apartament. W salonie zobaczyłam dwójkę dzieci o blond włosach i dwójkę ludzi, dziewczyna wyglądała na matkę dwójki, a chłopak miał ten sam morski odcień oczu.
-To Annabeth i Percy, a ta dwójka urwisów to Thalia i Charles. - wyszeptał mi do ucha Jake. Poprowadził nas do jasnej kuchni, postawił torbę z zakupami na granitowym blacie obok mojego plecaka. Wskazał nam gestem, abyśmy usiadły na czarnych krzesłach, a sam zaczął przeglądać pocztę. Chwilę później, podeszła do nas kobieta po trzydziestce i podała nam po szklance lemoniady. Lilly momentalnie przypięła się do słomki,ja tylko przesuwałam palcem po brzegu szklanki.
-Możesz się napić. Nie jest zatrute. - chłopak podniósł wzrok znad listów.
-Nie o to chodzi. - wpatrywał się we mnie uparcie, więc upiłam łyk. Najwyraźniej zadowoliło go to, bo wrócił do przeglądania papierów.
-Czemu nam pomogłeś ? - spytałam
-A czemu nie ? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
-To nie odpowiedź. - zaprotestowałam
-Uznałem, że tak będzie właściwie, zadowolona ?
Przytaknęłam, ale nie była to dla mnie wystarczająca odpowiedź.
Usłyszałam znajomą melodię z 'Króla Lwa'.
-Oglądają 'Króla Lwa'. Meggy, mogę też iść oglądać ? Mogę ?
-Ja... Nie wiem.
-Jake, mogę ? Mogę, mogę, mogę ? - zaczęła wesoło podskakiwać
-Oczywiście, że możesz, królewno. - wziął ją na ręce i zaniósł do salonu.
Siedziałam w kuchni sama, kiedy usłyszałam głos osoby stojącej w drzwiach :
-Kim ty jesteś ? - powiedziała to dziewczyna z krótkimi, ciemnymi włosami i przenikliwymi, zielono-złotymi oczami wypełnionych wściekłością. Była trupio blada, ale niezaprzeczalnie piękna. Ubrana w czarne legginsy, białą luźną koszulkę z symbolem anch i wysokie, czarne botki. Słowem, musiała to być legendarna Alexis.
-Ja... - nie wiedziałam co powiedzieć - Ty musisz być Alexis.
-Tak, to ja. Ale kim jesteś ty ? - ostatnie zdanie wycedziła przez zęby.
-Ja... - znów nie wiedziałam co powiedzieć. To chyba przez jej wygląd, kojarzyła mi się z kobrą, która hipnotyzuje swoje ofiary przed atakiem. I rzeczywiście, czułam się jak takie małe, bezbronne zwierzątko. - Twój brat mnie tu przyprowadził. - jedyne co przyszło mi do głowy.
-Nie dziwię się. Zawsze miał dziwne podejście do pomagania innym. Ale ile razy mam pytać 'Kim jesteś ?' zanim się tego dowiem ?
-Jestem Meg, właściwie Margaritte. Miło mi Cię poznać. - wyraz jej twarzy zmienił się momentalnie.
-Ach tak. - uśmiechnęła się promiennie. - Więc co tu robisz ? A właściwie robicie ?
-My uciekłyśmy z domu. Moja siostra i ja. Twój brat nas znalazł i przyprowadził tutaj.
-Rozumiem, a uciekłyście, bo ?
Nie odpowiedziałam. Nie potrafiłam, nie wiem czemu.
-Przepraszam, nie musisz nic mówić.
-Nie, po prostu... To trudne. - patrzyła się na mnie, oczami, które z oczu wściekłej kobry zmieniły się w oczy małego szczeniaczka - łagodne i urocze. Zaczęłam opowiadać : o mamie, która umarła wracając z pokazów w Mediolanie, o pijaństwie i depresji ojca, o Lilly, o naszej ucieczce, a w końcu o tym, jak znalazł nas Jake.
-I masz tylko 17 lat ? - spytała
-No tak.
-Twoja mama była projektantką ?
-Byłą top modelką. To miał być jej ostatni pokaz, przed ostatecznym końcem kariery. I nie wątpliwie był.
-Pamiętam ten wypadek. Byłam wtedy w Mediolanie, na tych pokazach.
-To ile masz lat ?
-Pię... Piętnaście lat miałam, kiedy zdarzył się ten wypadek.
-Nie wyglądasz na 20 lat. To znaczy... przepraszam, ale...
-Och, nie szkodzi. - uśmiechnęła się- Wiem, że nie wyglądam, ale w końcu wiek to tylko liczba.
Spojrzała na srebrny zegarek w kształcie kwiatu, który miała na nadgarstku.
-Cóż, zrobiło się trochę późno. Na pewno obie jesteście zmęczone. Vivienne ! -zawołała.
-Tak, pani ? - spytała kobieta, która wcześniej podawała nam lemoniadę.
-Przygotujcie pokój gościnny dla dwójki osób.
-Czy to wszystko ?
-Hm... Niech Santiago zadzwoni do Marca i potwierdzi jutrzejszy obiad. To wszystko.
Kobieta odeszła, a my skierowałyśmy się do salonu. Cała czwórka bawiła się w najlepsze. Tak, powiedziałam czwórka, Jake bawił się wraz z nimi, z równą radością. Lilly siedziała na piersi chłopaka, a blond bliźniaki, bo musiały być bliźniakami, biegały wokół nich.
-Lil, chodź. - zawołałam ją.
-Czemu ? Bawimy się - cała czwórka przerwała grę w 'męczenie Jake'a'
-Właśnie. Czemu ? - dołączył się ten ostatni.
-Bo masz braciszku, lat osiemnaście, a nie osiem. Później się pobawicie. - stwierdziła Alexis
-No dobrze. - oboje się zgodzili, Lilly podbiegła do mnie a chłopak, usiadł.
-Zaprowadzę was na górę. - zaproponował
Zgodziłam się. Weszliśmy po szklanych, kręconych schodach na piętro, którego fragment był czymś w rodzaju galerii widokowej. Z jedej strony widok na przestronne mieszkanie, a z drugiej... zapierająca dech w piersiach panorama Manhattanu.
-Tutaj macie łazienkę, a tam będziecie spać... Słuchasz ty mnie ?
-Co, co mówiłeś ? - spytałam przywrócona do rzeczywistości.
-Piękne prawda ? - podszedł tak blisko, że czułam na szyi jego ciepły oddech.
-Dziękuję. - odwróciłam się. Nasze twarze dzieliły centymetry. Jake zmniejszył ten dystans o połowę. Widziałam odbicie własnej twarzy w jego ciemnych tęczówkach. Jego usta były tak blisko, czułam jego ciepło. Pochylił się jeszcze bardziej i...
-Nie masz za co. Jesteś tego warta. - uśmiechnął się i odsunął ode mnie. Zbiegł na dół, a ja stałam oniemiała i patrzyłam za nim. W końcu westchnęłam i powiedziałam :
-Chodź mała, trzeba Cię umyć.
OOOOOOOO Prawie doszło do pocałunku. Jakie to romantyczne było.
OdpowiedzUsuńCudownie opisałaś siebie - Alexis. Sama prawda. Wydawała się taka.....zła, wredna, a okazało się, że jest zupełnie inną osobą.
Teraz nie umiem się rozpisać. Podobało mi się.
Czekam ciociu.
Elizabeth Dżerr Jackson
skoro lubisz pocałunki, to spodoba Ci się kolejny rozdział ;)
UsuńBOŻE.. JEST ZAJEBISTY! pewnie jak każdy, następny. bardzo mi się podoba jak piszesz, czyta się bardzo fajnie, tak lekko, nie mogę się doczekać następnych rozdziałów. niedawno skończyłam czytać PJ i OH i jest po prostu zakochana! <3 nie wieżę, że znalazłam o tym opowiadanie (ff) i to do tego takie super. życzę Ci duuuużo weny i żebyś pięknie (i oczywiście szybciuto) pisała. <3
OdpowiedzUsuńNaprawdę jest mi bardzo miło.
UsuńPostaram jeszcze dziś dodać rozdział, tym razem z perspektywy Alexis.
Jedno, wielkie WOW!
OdpowiedzUsuńZachwyt, euforia i nie wiem co jeszcze :D
Uwielbiam romantycznie historie, a ta zdecydowanie będzie moją ulubioną :)
Końcówki mój móżdżkowy móżdżek nie skapował, ale co tam :D
Reszta jest BOSKA!
"Bo masz braciszku, lat osiemnaście, a nie osiem." Hahahahaha :D
Powalające teksty masz :)
Życzę dużo weny, weny i jeszcze raz czasu :D
Móżdżek ;)