Rozdział
IV
~*~Alexis~*~
Moja nocna podróż nad Nowym Jorkiem skończyła się na wybrzeżu East River. Tam już ktoś na mnie czekał. Anubis - pewnie kojarzycie postać strażnika śmierci, o głowie szakala, który waży serca zmarłych na wadze Maat, wraz z piórem prawdy. Podstawowy błąd. No, rzeczywiście większość ludzi widzi go właśnie tak, ale ja widzę go jako chłopaka. I to nie byle jakiego chłopaka. Jeśli kiedyś spotkacie w okolicy cmentarza, krypt, albo miejsc dawnych bitew czy katastrof chłopaka w wieku około 16 lat, z lekko indiańską urodą, długimi prawie do ramion, czarnymi włosami, ubranego w ciemne jeansy, glany, skórzaną kurtkę i koszulkę jakiegoś zespołu rockowego, to albo spotkaliście indianina w okresie buntu, albo boga śmierci we własnej osobie. Oczywiście polecam drugą opcję.
-Hej - przywitał się melodyjnym głosem. - Pięknie wyglądasz. - Musicie wiedzieć, że mój wygląd się zmienia, gdy On jest w pobliżu. Moje legginsy, koszulka i botki, zmieniły się w długą, zwiewną, czarną szatę i wysoko wiązanek skórzane sandały. Typowy strój kapłanki ze starożytnego Egiptu.
-Witaj. Czemu akurat to miejsce ? Jaki ma związek ze śmiercią ? - spytałam
-Katastrofa na East River w 1904, ponad tysiąc ludzi tu zginęło. A w tym miejscu składano ciała do rozpoznania. - odparł z melancholią w głosie
-Mógłbyś czasami oszczędzić sobie albo mi szczegółów ?
-Odpowiedziałem po prostu na twoje pytanie, czy to coś złego ? - uśmiechnął się lekko. Był irytujący, to fakt, ale uwielbiałam spędzać z nim czas.Usiadłam obok i zobaczyłam dokładnie to o czym mi opowiedział. Katastrofę statku, mnóstwo migoczących postaci w strojach z epoki wychodzących z wody. Wydaje się straszne ? Rzeczywiście, ale tylko na początku. Ci ludzie zaczęli siadać wokół nas, dzieci bawiły się, a dorośli rozmawiali.
-Co tu robisz ? - spytał i spojrzał na mnie ciemnoczekoladowymi oczami.
-Co ja tu robię ? Szczerze nie wiem. Jake sprowadził do domu dwie obce dziewczyny, z czego jedna jest półboginią, a drugiej szczerze nienawidzę, ale mój głupi brat nie pozwala mi jej wyrzucić, więc to ja wyszłam.
-A pies ?
-Ja Ci się tu żalę, a ty myślisz tylko o tych zwierzakach. Dobijasz mnie kompletnie. - zagwizdałam cicho, i u mojego boku pojawił się Duat. - Masz swojego psa. Zadowolony ? - spytałam z wyrzutem w głosie, wstałam i zaczęłam iść w stronę Mostu Brooklyńskiego.
-Hej zaczekaj ! - krzyknął za mną, ale ja nie zwracałam na to uwagi. Tylko szłam przed siebie. Wiedziałam, że nie odpuści tak łatwo, nie on.
-Ja Ci się tu żalę, a ty myślisz tylko o tych zwierzakach. Dobijasz mnie kompletnie. - zagwizdałam cicho, i u mojego boku pojawił się Duat. - Masz swojego psa. Zadowolony ? - spytałam z wyrzutem w głosie, wstałam i zaczęłam iść w stronę Mostu Brooklyńskiego.
-Hej zaczekaj ! - krzyknął za mną, ale ja nie zwracałam na to uwagi. Tylko szłam przed siebie. Wiedziałam, że nie odpuści tak łatwo, nie on.
-Czekaj. - złapał mnie i obrócił w swoją stronę - Nie możesz za każdym razem obrażać się i uciekać.
-Jesteś pewny ? - spytałam przekornie, patrząc w ciemne oczy chłopaka.
-Absolutnie - uśmiechnął się, a ja poczułam zapach bursztynowego kadzidła, który zawsze mnie uspokajał.
-Nienawidzę, kiedy masz rację. - zmarszczyłam brwii.
-To wiem. Co u... - nie dokończył. Wiedziałam o kogo chodziło.
-Wszystko w porządku. Chciałby się z Tobą zobaczyć. - uśmiechnęłam się łagodnie. Wiedziałam, że było mu trudno mówić o Aidanie. O... naszym synu.
-Naprawdę ? - spojrzał na mnie z mieszaniną radości i zdziwienia na twarzy
-Mhm. Więc ? - spytałam
-D-dobrze. Kiedy ?
-Za dwa dni. Na Rockefferel Center ?
-Świetnie. To... do zobaczenia ?
-Do zobaczenia.
Każde z nas poszło w swoją stronę. Może, skoro on zaczął akceptować myśl, że Aidan to jego syn, to może ja mogę zaakceptować tą śmiertelniczkę ? Może...
~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział krótki, ale nie mam pomysłu. Dedykacja tym razem dla Móżdżka na przeprosiny :)
Ej... No weź :D
OdpowiedzUsuńJakie tam przeprosiny? Nie masz za co przepraszać :)
Jak nie masz pomysłu na rozdział, to go nie pisz.Pozbieraj myśli, chwyć wenę za nogi i wtedy pisz :) My poczekamy :)
Rozdział świetny, nawet tak krótki :)
Czekamy na następne(oczywiście, jak będziesz miała wenę) :)
Zdrowia, weny i czasu.
Móżdżek
Zgadzam się z móżdżkiem. Nie musisz dodawać rozdziału codziennie. Ja dodaję co tydzień, a w tym czasie piszę w zeszycie więcej rozdziałów.
OdpowiedzUsuńTy też możesz sobie ustalić dzień, kiedy będziesz dodawała notkę. :D
Więc...co do rozdziału.
Mimo, iż był taki krótki, to był ciekawy. A więc powiadasz, że Anubis i Alexis mają wspólne dziecko...hmmmmm...bardzo interesujące. Czy Nicuś o tym wie? Co on na to?
Oj ciociu mamy do pogadania.
Rozdział naprawdę mi się spodobał. Czekam na następny :D
PS Mam Ci do opowiedzenia troszkę....chodzi o badania...są już wyniki.
Pozdrawiam najlepszą ciocię na świecie.
Elizabeth Dżerr Jackson
mimo, że krótki to bardzo fajny. to prawda, nie musisz przecież dodawać codziennie, co kilka dni, albo co tydzień starczy i jeszcze będzie dodatkowa adrenalina i czekanie na kolejny. kocham to i nienawidzę jednocześnie. <3 lepiej poczekaj na wenę i napisz później coś zajebistego, niż teraz coś na odpieprz. :> my chętnie zaczekamy. no to dużo weny. <3
OdpowiedzUsuń