Rozdział
V
~*~Meg~*~
-A teraz żegnam. -stwierdziła Alexis i dumnie wyszła na taras i zrobiła bardzo dziwną rzecz - wskoczyła na barierkę i skoczyła w dół. Mimo, że byłam na nią wściekła, to mimowolnie zerwałam się z fotela i wbiegłam na taras, wyjrzałam przez barierkę, ale nic nie zobaczyłam. Tylko śnieżnobiały ptak z czarnymi końcówkami skrzydeł wzleciał w górę, a jego szpony o milimetry minęły moją twarz. Odwróciłam się w stronę salonu i zobaczyłam, że nikt specjalnie nie przejął się wyczynem tej szalonej dziewczyny, jak gdyby skakanie z 30 piętra było w jej wykonaniu normą.
-Czy ona... - nie potrafiłam wydusić z siebie pełnego zdania.
-Wróci kiedy jej przejdzie, często to robi. - odpowiedział z łagodnym uśmiechem, ten facet-Percy.
-Dla was normalne jest skakanie z wysokich budynków ?!
-W wykonaniu Alex, owszem. Uwierz mi, nic jej nie będzie. - powiedział spokojnie Percy. Weszłam, pełna wątpliwości do salonu i usiadłam na dywanie, a Jake obok mnie. Nie zwróciłam nawet na to uwagi, zajęta swoimi myślami. Co było tak niebezpieczne, że Jake nie chciał nam o tym powiedzieć ; co chciała o nas powiedzieć Alexis i czemu była na mnie tak wściekła ?
-Hm... my już pójdziemy. - powiedziała cicho i łagodnie Annabeth - Thalia, Charlie idziemy. - cała czwórka poszła do holu, zaczęli ubierać dzieci. Ta mała Thalia podbiegła i przytuliła mnie.
-Thalia ! - zawołał Percy. Ja poczułam zapach morza, a na twarzy dotyk ciepłej bryzy. Zdziwiona otworzyłam oczy. Dziewczynka uśmiechnęła się figlarnie i pobiegła do swoich rodziców.
-No, to my idziemy. Do zobaczenia - zawołał
-Cześć - pożegnał się cicho Jake. Ja wstałam i chciałam iść na górę, ale nieopatrznie spojrzałam w stronę chłopaka. Powiedzieć, że był smutny, to jak nazwać tajfun, letnim powiewem. Spuszczony wzrok, zaciśnięte wargi; siedział zgarbiony z grobową miną.
-Jake ? - uklękłam przed nim - Co się dzieje ?
Nie odpowiedział, tylko odsunął się ode mnie. Dotknęłam jego ciepłego policzka, trochę się rozluźnił.
-Jay - powiedziałam łagodnym głosem, takim jak moja mama uspokajała mnie. - powiedz mi proszę.
-Nie mogę. Proś mnie o wszystko, ale nie o to. - powiedział zbolałym głosem.
-Powiedziałeś, że coś nam grozi. Może jeśli mi powiesz, to przestanie nam zagrażać ?
-Mylisz się. Jeśli poznacie prawdę, będziecie w jeszcze większym niebezpieczeństwie.
-Czyli nie powiesz mi ?
-Naprawdę bardzo bym chciał, ale za bardzo mi na Tobie zależy - podniósł wzrok i spojrzał mi w oczy. Miałam wrażenie, że patrzę w studnie bez dna, ale nie była pusta. Jego oczy były przepełnione jednocześnie strachem i ciepłem, smutkiem i... miłością ?
Na pewno było w nich jakieś silne, ciepłe uczucie... do mnie.
-Meggie ? - usłyszałam śpiewny głos Lilly. Odskoczyłam od chłopaka. Lil patrzyła to na niego, to na mnie, to na nasze splecione ręce. Nawet nie zauważyłam tego faktu, czym prędzej puściłam jego dłoń, a on zaskoczony zrobił to samo.
Lilly stała w progu, w białej sukience, z lekko wilgotnymi włosami - wyglądała na bardzo szczęśliwą. Zaczęła rozglądać się po pokoju.
-Gdzie Alexis ? - spytała zdezorientowana. To co zdziwiło mnie najbardziej, to fakt, że znała jej imię, choć nikt ich sobie nie przedstawił.
-Musiała wyjść. Niedługo wróci. - odpowiedział Jake
-Nic jej nie będzie ? - zapytała
-Nic, a nic. Moja siostra zawsze sobie poradzi. - uśmiechnął się słabo. Lil podeszła do nas i usiadła pomiędzy mną a nim.
-Ona jest inna. Skrzywdzona, ale dumna. Nosi w sobie po równo światło i cień. I jest taka, jaka być powinna. - jej zwykle błękitne tęczówki, były przepełnione jakimś dziwnym blaskiem, takim światłem mądrości, jakby nie należały do niej. A po wypowiedzeniu tych zdań, wstała i wybiegła w podskokach na taras, gdzie zadarła głowę do góry patrząc w gwiazdy' zaczęła coś szeptać.
Chłopak położył dłoń na mojej i powiedział :
-Idź do niej. Twoja siostra jest bardzo mądra. - pokiwałam głową. Wyszłam na taras.
-Hej mała. Z kim rozmawiasz ?
-Z mamą. Słyszę jej głos. Ona zna Alexis i wie inne rzeczy.
-I ona Ci to wszystko mówi ?
-Tylko jeśli spytam. Ty też możesz spytać. - uśmiechnęła się i odwróciła w moją stronę.
-No dobrze... Czemu nikt nie chce mi powiedzieć prawdy ?
Jej oczy znów rozbłysły tym dziwnym blaskiem.
-Prawda jest niebezpieczna. Ja wiem kim jesteśmy, i to nie jest nic złego. Ale ty, Meggie nie potrafiłabyś się pogodzić z prawdą. Jeszcze nie.
~~~~~~~~
Dedyk dla mojej kochanej sis, której uwielbiam tłumaczyć zawiłości mitologii egipskiej :*
-Hm... my już pójdziemy. - powiedziała cicho i łagodnie Annabeth - Thalia, Charlie idziemy. - cała czwórka poszła do holu, zaczęli ubierać dzieci. Ta mała Thalia podbiegła i przytuliła mnie.
-Thalia ! - zawołał Percy. Ja poczułam zapach morza, a na twarzy dotyk ciepłej bryzy. Zdziwiona otworzyłam oczy. Dziewczynka uśmiechnęła się figlarnie i pobiegła do swoich rodziców.
-No, to my idziemy. Do zobaczenia - zawołał
-Cześć - pożegnał się cicho Jake. Ja wstałam i chciałam iść na górę, ale nieopatrznie spojrzałam w stronę chłopaka. Powiedzieć, że był smutny, to jak nazwać tajfun, letnim powiewem. Spuszczony wzrok, zaciśnięte wargi; siedział zgarbiony z grobową miną.
-Jake ? - uklękłam przed nim - Co się dzieje ?
Nie odpowiedział, tylko odsunął się ode mnie. Dotknęłam jego ciepłego policzka, trochę się rozluźnił.
-Jay - powiedziałam łagodnym głosem, takim jak moja mama uspokajała mnie. - powiedz mi proszę.
-Nie mogę. Proś mnie o wszystko, ale nie o to. - powiedział zbolałym głosem.
-Powiedziałeś, że coś nam grozi. Może jeśli mi powiesz, to przestanie nam zagrażać ?
-Mylisz się. Jeśli poznacie prawdę, będziecie w jeszcze większym niebezpieczeństwie.
-Czyli nie powiesz mi ?
-Naprawdę bardzo bym chciał, ale za bardzo mi na Tobie zależy - podniósł wzrok i spojrzał mi w oczy. Miałam wrażenie, że patrzę w studnie bez dna, ale nie była pusta. Jego oczy były przepełnione jednocześnie strachem i ciepłem, smutkiem i... miłością ?
Na pewno było w nich jakieś silne, ciepłe uczucie... do mnie.
-Meggie ? - usłyszałam śpiewny głos Lilly. Odskoczyłam od chłopaka. Lil patrzyła to na niego, to na mnie, to na nasze splecione ręce. Nawet nie zauważyłam tego faktu, czym prędzej puściłam jego dłoń, a on zaskoczony zrobił to samo.
Lilly stała w progu, w białej sukience, z lekko wilgotnymi włosami - wyglądała na bardzo szczęśliwą. Zaczęła rozglądać się po pokoju.
-Gdzie Alexis ? - spytała zdezorientowana. To co zdziwiło mnie najbardziej, to fakt, że znała jej imię, choć nikt ich sobie nie przedstawił.
-Musiała wyjść. Niedługo wróci. - odpowiedział Jake
-Nic jej nie będzie ? - zapytała
-Nic, a nic. Moja siostra zawsze sobie poradzi. - uśmiechnął się słabo. Lil podeszła do nas i usiadła pomiędzy mną a nim.
-Ona jest inna. Skrzywdzona, ale dumna. Nosi w sobie po równo światło i cień. I jest taka, jaka być powinna. - jej zwykle błękitne tęczówki, były przepełnione jakimś dziwnym blaskiem, takim światłem mądrości, jakby nie należały do niej. A po wypowiedzeniu tych zdań, wstała i wybiegła w podskokach na taras, gdzie zadarła głowę do góry patrząc w gwiazdy' zaczęła coś szeptać.
Chłopak położył dłoń na mojej i powiedział :
-Idź do niej. Twoja siostra jest bardzo mądra. - pokiwałam głową. Wyszłam na taras.
-Hej mała. Z kim rozmawiasz ?
-Z mamą. Słyszę jej głos. Ona zna Alexis i wie inne rzeczy.
-I ona Ci to wszystko mówi ?
-Tylko jeśli spytam. Ty też możesz spytać. - uśmiechnęła się i odwróciła w moją stronę.
-No dobrze... Czemu nikt nie chce mi powiedzieć prawdy ?
Jej oczy znów rozbłysły tym dziwnym blaskiem.
-Prawda jest niebezpieczna. Ja wiem kim jesteśmy, i to nie jest nic złego. Ale ty, Meggie nie potrafiłabyś się pogodzić z prawdą. Jeszcze nie.
~~~~~~~~
Dedyk dla mojej kochanej sis, której uwielbiam tłumaczyć zawiłości mitologii egipskiej :*
Krótki, ale fajny :)
OdpowiedzUsuńTroszkę powiało grozą i miłością :D
To lubię :)
Czekamy na więcej rozdziałów :)
Zatrzęsienie minek :D Móżdżek zaginacz czasoprzestrzeni :D
Móżdżek
no i chyba wena wróciła, co ? trochę krótki, ale jak najbardziej warty przeczytania. bardzo fajny. <3 no to weny. <3
OdpowiedzUsuńmiłość....o tak....kocham to....kocham opowieści romantyczne :D
OdpowiedzUsuńLily - uwielbiam ją :D
Dawaj kolejny rozdział :D