niedziela, 24 marca 2013

Rozdział VI ~*~Meg~*~

Rozdział
 VI
~*~Meg~*~
Wpatrywałam się w moją siostrę, która zaczęła nucić starą, francuską kołysankę, którą nuciła nam mama. Przypomniałam sobie naszą ostatnią rozmowę :
,,-Naprawdę musisz jechać ? - spytałam wtulona w jedwabną bluzkę mamy, która jak zawsze pachniała perfumami Chanel.
-Skarbie, za 4 dni wracam. A wtedy już nie będę musiała was zostawiać.
-Obiecujesz ?
-Obiecuję. Na mały palec ? - gest z disneyowskiej bajki. Uśmiechnęłyśmy się obie.
-Na mały palec - złączyłyśmy palce. - Kocham Cię mamo.
-Veronique, musisz już jechać. - do holu wszedł tata z Lilly na rękach.
-Już idę Matt. - ucałowała Lill, mnie i wzięła walizkę. Zeszła na dół, a my za nią. Na dole czekała już na nią biała limuzyna. Wsiadła do niej.
-Margaritte, opiekuj się siostrą. Kiedy wrócę porozmawiamy i wszystko Ci wyjaśnię.
-Dobrze mamo, kocham Cię. - nie wiedziałam, że mówię te słowa po raz ostatni. Samochód odjechał.''

Nadal stałam na tarasie, ale po mojej twarzy płynęły łzy.
-Co widziałaś ? - Lil przerwała nucenie kołysanki.
-Mamę. Kiedy ostatni raz wyjeżdżała. - coś mi wpadło do głowy - Czy ona wiedziała ?
-Wiedziała - zgodziła się Lilly.
-Więc, czemu nam nie powiedziała ? Własnym dzieciom ?
-To nie był czas. Uwierz Meggie. Ale dzisiaj wszystko się wyjaśni. - uśmiechnęła się łagodnie i przytuliła mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk. Kiedy już mnie puściła, ziewnęła szeroko.
-Może czas się położyć, mądralo ? - roześmiałyśmy się obie. Było prawie tak jak dawniej. Pomijając, że stałyśmy na tarasie apartamentu z widokiem na cały Manhattan, moja siostra była chodzącą encyklopedią, a ja jako jedyna nie wiedziałam co się dzieje. Wtedy myślałam, że to najgorsze co może mnie spotkać. Myślałam tak do momentu, kiedy do salonu wpadł nie kto inny, tylko wściekła Alexis.
-Co ona tu jeszcze robi ? - prawie to wysyczała. Kiedy na nią patrzyłam, jedyne z czym mi się kojarzyła, to burza. Wściekła burza, a w jej przypadku powiedzenie, 'gdyby wzrok mogł zabić' nabierało nowego znaczenia.
-Uspokój się. - Jake wstał i zagrodził jej drogę.
-Nie powstrzymuj mnie. I tak ją stąd wyrzucę.
-Nie. Nawet jej nie tkniesz. - powiedział zimnym głosem. Nie widziałam reakcji dziewczyny, ale momentalnie się zatrzymała .
-Grozisz mi ? Naprawdę braciszku, stać Cię na kogoś więcej, niż na tę tępą śmiertelniczkę. Ona nawet nie potrafi się domyślić prawdy. - zaśmiała się ironicznie.
-Więc może mi powiesz prawdę ? - nie wytrzymałam i przeszłam, przed chłopaka, który chciał mnie zatrzymać, ale ja byłam zdeterminowana. Stanęłam z nią twarzą w twarz. Spojrzała na mnie, co najmniej z pogardą.
-Śmiesz mnie o coś prosić ? - uniosła wysoko brwi.
-Czy to dziwne ? - starałam się być miła, ale nie ukrywam, że jej udawana wyższość była mocno denerwująca. Zmierzyła mnie wzrokiem, tych zielonych oczu. Odniosłam wrażenie, że gdyby chciała bez wysiłku mogłaby mnie zmusić do wszystkiego.
-A zatem dobrze. Jake odsuń się. Oboje usiądźcie. - zrobiłam o co prosiła. Jeszcze przez chwilę rodzeństwo mierzyło się wzrokiem. Najwyraźniej dziewczyna wygrała, bo chłopak usiadł. Wyszła na taras.
-Gratuluję, przekonałaś moją siostrę do rozmowy. Naprawdę, masz talent. - stwierdził
-Hm, dzięki. Nie było tak trudno - uśmiechnęłam się niepewnie. Odwzajemnił uśmiech.
Patrzyłam jak Alexis szepcze coś do ucha mojej siostry, rozmawiają chwilę, a potem kilka rzeczy stało się jednocześnie. Lilly wbiegła do salonu, Alex odwróciła się w stronę pokoju, a srebrna strzała przelciała tuż obok niej, jednocześnie zachaczając o jej ramię i wbiła się w przeciwległą ścianę. Jake zerwał się z fotela i pobiegł do siostry i wciągnął ją do środka, zamykając drzwi.
-Cholerni Łowcy. - zaklęła trzymając się za ramię. Łowcy, srebrne strzały ? O co tu chodziło ?
-Wiedziałem, że to głupi pomysł, żebyś tu przyjeżdżała. - usadził ją na fotelu.
-Och, daj spokój. Nie dali rady złapać mnie w Trevii, ale dopadają mnie w Nowym Jorku. I jak to możliwe ? - syknęła, kiedy jej brat polał jej ramię jakimś złotawym płynem.
-Skoro Cię tu znaleźli, to musisz natychmiast wracać.
-Nic mi nie będzie. Z resztą, nie możemy ich tutaj zostawić. - spojrzała na mnie i Lilly.
-Więc zabierzemy je na Obóz, nie ma innego wyjścia.
-Jaki Obóz ? - wtrąciłam się - I o co z tym wszystkim chodzi ?
-Wyjaśnij jej Jake. Ja zapoluję na te gady. W końcu mi zapłacą za kilku przyjaciół.
-Nie, czekaj. To... - dziewczyna po prostu zniknęła. - Niebezpieczne. - dokończył
-Jake ? O co tu chodzi ? Co to wszystko ma znaczyć ? - dopytywałam
-Wyjaśnię Ci, ale najpierw może położysz swoją siostrę ? - spytał wyciągając komórką i wystukując nerwowo jakąś wiadomość.
-No dobrze. - zabrałam Lil na górę, do pokoju, który pokazywał nam Jake. Położyłam ją w łóżku ze srebrno-turkusową pościelą.
-Wszystko będzie dobrze, prawda ? - spytała cicho
-Oczywiście, kochanie. Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnęłam się.
-Dobranoc, Meggie. - Lilly ziewnęła słodko i zamknęła błękitne oczy. Siedziałam jeszcze chwilę przy niej, a mój umysł pracował na najwyższych obrotach. W końcu zdecydowałam się wyjść na taras. Oparłam ręce o barierkę z zimnego, białego kamienia. Sierpniowa, ciepła noc, zmieniła się w jakiś dziwny kalejdoskop. Najpierw jacyś dziwni ludzie, później dziewczyna, która ma w oczach rządzę mordu na mnie, srebrne strzały, dziwne zwierzęta. Co tu się u diabła dzieje ?!
-Meg ? - podskoczyłam i odwróciłam się. Kilka kroków za mną stał Jake. - Wszystko w porządku ?
-Jasne. Moja siostra okazuje się chodzącą encyklopedią, Twoja mnie nienawidzi, ktoś chce ją zabić, a w międzyczasie ze 20 razy słyszę, że jesteśmy inne, ale nikt nie razczy nam powiedzieć dlaczego. Dzień jak co dzień. -uśmiechnął się lekko.
-Rzeczywiście, nie najlepszy początek znajomości. - przysunął się bliżej. - Słuchaj, naprawdę przepraszam za Alex. Ona po prostu już taka jest. Ale jak się ją pozna...
-Jest zupełnie inna ? - domyśliłam się.
-Aha. Po prostu, nie lubi, jak ktoś wchodzi jej w drogę. A ty po prostu pojawiłaś się w nieodpowiednim momencie.
-Żałujesz, że nam pomogłeś ? - spytałam ze smutkiem w głosie
-Absolutnie nie, to że Cię spotkałem to... najwspanialszy moment mojego życia. Tak jakbym czekał właśnie na Ciebie. - spojrzał na mnie tymi pięknymi, ciemnymi oczami i, możliwe, że była to najgłupsza rzecz tego wieczoru, ale pochylił się i pocałował mnie. Jego ciepłe wargi dotknęły moich i miałam wrażenie, jakby te wszystkie wydarzenia, cała metropolia za moimi plecami - jakby tego po prostu nie było. Liczył się tylko on i ja. Po chwili jego pocałunki stały się inne, bardziej łapczywe, namiętne, jakby nie mógł uwierzyć w to, że mnie całuje. Że to co się teraz dzieje, zaraz okaże się tylko pięknym snem. Po prawdzie ja też miałam takie uczucie, więc teraz oboje całowaliśmy się z równą namiętnością i nie ważne było to co działo się wokół. Ważne były tylko nasze spragnione swojego dotyku usta i to, żeby ta chwila trwała wiecznie.

5 komentarzy:

  1. Kocham, kocham, kocham, KOOOOOOCHAAAAAM!!!! <3

    Rozdział krótki, ale wybaczam, bo końcówka po prostu...
    KOCHAM!!! <3

    Pisz szybciutko następny :D Wiem, zachowuję sie jak małe dziecko.I co z tego?Jestem móżdżkiem :D

    Móżdżek

    OdpowiedzUsuń
  2. JAAAAAAAAAAAAAAAAAAA..JA TEŻ KOOOOOOOOOOOCHAM. <3

    nie jest, aż taki krótki, nie przesadzajmy. ale to prawda świety i jeszcze ta końcówka. KOCHAM CIĘ KOBIETO. ♥ <3

    no to powodzenia, duuużo weny i wgl. :>

    ~ serioous

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawaj kolejny rozdział...dawaj go.....on jest cudowny, cudowny, cudowny. Kocham wątki z całowaniem, aaaaaaaaaaaaaaa co teraz będzie...jakie to było idealne, piekne, cudowne
    kocham to

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny rozdział! Z niecierpliwością czekam na następne! :D
    A ten pocałunek... Ach, jakie to romantyczne. * . *

    OdpowiedzUsuń