środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział XI ~*~Meg~*~

Rozdział
 XI
~*~Meg~*~
Czas jakby zwolnił. Wszyscy wpatrywali się w Lilly z szeroko otwartymi oczami, jakby zobaczyli stworzenie z innej planety, a nie 7 letnią dziewczynkę.
Chciałam do niej pobiec, ale Annabeth złapała mnie za ramię.
-Czekaj. - powiedziała ze spokojem, nie pasującym do całej sytuacji. Najwyraźniej, nie zrobiło to na niej wielkiego wrażenia. Patrzyłam na nią zszokowana. To moja siostra, coś się dzieje, a oni próbują mnie od niej odizolować.
-Na co ? - spytałam z nieskrywaną złością.
Chejron pokłusował do małej.
-Bądź pozdrowiona, Lilliano Boyd, córko sprawiedliwej. Śmiertelna potomkini tytana.
-Zaraz ! - tym razem Annabeth nie zdążyła mnie powstrzymać, Jake podążył za mną jak cień. - Jaki tytan ? Jaka sprawiedliwa ? To niemożliwe, znałam naszą mamę. To niemożliwe - powtórzyłam zszokowana.
-Doprawdy ? - spytała chłodno Alexis, która pojawiła się znikąd, obok. - Więc czemu się zdarzyło ? - nie odpowiedziałam, nie potrafiłam - No właśnie, mimo tego kim jesteśmy, to z zasady rzeczy niemożliwe się nie dzieją. Dlatego są 'niemożliwe'. - założyła ręce na piersi, mając pewność, że jej rozumowaniu nie da się nic zarzucić.
-Mmm, rzeczywiście. Ale... - milczenie przerwał jej chłopak
-Ale ? - zapytała z lodowatym opanowaniem, kryjącym w sobie furię
-Ostatnio wydarzyło się wiele rzeczy z zasady niemożliwych, prawda ? Powstanie tytanów, przebudzenie Gai, sojusz z rzymianami. A jednak się zdarzyło.
 Ważyła przez chwilę jego słowa i ostatecznie przyznała mu, z niechęcią, rację.
-Kiedy to nie tłumaczy... - centaur położył mi dłoń na ramieniu.
-Jutro dziecko, jutro - następnie zwrócił się do szatynki - Opowiedz pannie Boyd i obozowiczom historię i zapanuj nad ciszą nocną.
 Kiwnęła głową.
-A co z pojedynkiem ? - zawołał jakiś chłopak spod emblematu z głową dzika
-Jutro przed śniadaniem wyrównam pojedynek - uśmiechnęła się szelmowsko do Nika - Domek Aresa będzie walczył ze mną - rozległy się radosne wiwaty. Pogładziła Lil po włosach i usiadła na brzegu kamiennego ogniska, którego płomienie przygasły, dając aurę tajemniczości. Dwóch blond chłopców nałożyło na jej głowę przepiękną chustę z błękitnego, haftowanego muślinu, i to z takim szacunkiem, że zaczęłam podejrzewać, że jest tu kimś w rodzaju księżniczki czy nawet królowej. Naprawdę zaczynałam czuć się tu naprawdę nieswojo, może rzeczywiście lepiej było zostać w domu. Zamyślona, nie zauważyłam, iż rozmowy ucichły, a wszyscy usiedli na swoich miejscach. Objęłam ramieniem Lilly, która się we mnie wtuliła. Nie miała już na oczach opaski, ale nadal trzymała ją w dłoniach, jakby był to jej największy skarb. Błękitny hologram zdążył już zgasnąć, ale nadal czuło się aurę tajemnicy wokół dziewczynki.
-Dawno temu, przed wiekami, w pewnym pięknym i bogatym królestwie, urodziła się dziewczynka równie piękna co jej królestwo. Była córką króla i Miłości. Niczego jej nie brakowało, była najpiękniejszą i najszczęśliwszą osobą na świecie. Aż do swych 15 urodzin...
W dzień jej urodzin, przybyła do niej matka i przekazała jej do wypełnienia misję, która miała udowodnić, iż jest warta bycia córką Miłości - dosłyszałam westchnienie spod różowego sztandaru z gołębicą - Miała rozkochać w sobie Morze, Niebo lub Śmierć. Z chęcią przyjęła misję; nie wierzyła, że może jej się nie udać. Była przecież piękna, sprytna i inteligentna. Tak inteligentna, a jakże głupia.
Misja powiodła się, bo przecież nie mogło być inaczej. Powiodła się aż za dobrze : miała rozkochać w sobie jednego zakochała się cała - zawahała się na moment - cała czwórka. Bo i bracia, i kobieta byli zakochani. Nie potrafiła wybrać jednego, aby zgodnie z wolą swej matki, urodzić dziecko, gdyż wiedziała, że skrzywdzi tym pozostałą dwójkę.
Została wyklęta przez matkę, przeklęta straszliwą klątwą. Uciekła z pałacu, tułała się latami po całym świecie, nigdzie nie znajdując schronienia na długo, bo jeden z braci zawsze ją znalazł.
Dopiero najmłodszy z braci okazał się najwytrwalszy i najbardziej uparty.
Kobieta urodziła córkę, która była dowodem miłości ich wszystkich : miała urodę matki, oczy w kolorze morza, włosy ciemne jak głębie Tartaru i charakter burzy z piorunami.
I tak jak matka, nosiła piętno miłości, która nigdy nie mogła się spełnić. Aż do dziś.
Spuściła wzrok, a na jej zwykle dumnej twarzy zagościł smutek. Myślałam, że dokończy historię, ale wstała szybka jak wąż, a chusta spłynęła z jej hebanowych włosów prosto w ogień, z którego wystrzeliły tysiące srebrzystych, które na tle atramentowego nieba ułożyły się w kształt orła. Nasze spojrzenia na chwilę się skrzyżowały, a ja nie wiem czemu wyszeptałam 'Przykro mi'. Pokręciła głową i odwróciła wzrok, zawołała do siebie kilka osób. Ludzie zaczęli wychodzić z amfiteatru, a ja nadal siedziałam na zimnym kamieniu.
 To sen, to tylko sen - pomyślałam - Zaraz obudzę się w mieszkaniu ojca, słysząc jego krzyki pełne pogardy i zapewne płacz małej. Później będę się nią zajmować, tak jak zawsze i będę wysłuchiwać kolejnej porcji krzyków, o tym jakie to jesteśmy mało użyteczne i jakie bezsensowne jest jego życie. Jak zawsze.
Zamknęłam oczy i uszczypnęłam się w nadgarstek. Znowu je otworzyłam; nadal siedziałam w tym samym kamiennym teatrze sprzed wieków, w tym strasznym, ale jakże pięknym miejscu, przed dogasającym ogniskiem.
 Więc to prawda, jestem tutaj, z dala od ojca (czy aby na pewno jest moim ojcem ? To akurat chętnie poddałam wątpliwości) i problemów. Tyle, że tym razem, to najwyraźniej ja byłam źródłem problemów. W dodatku moja siostra, przynajmniej z mojej perspektywy, okazuje się wybrykiem natury, choć według ludzi tutaj, to ja jestem inna. No i jedyna pozytywna wiadomość - poznałam super faceta; Jake jest niesamowity, ale... ale to chyba dosłownie nie moja bajka, a może nie mój mit ? Zresztą, nie mam teraz czasu ani głowy do facetów, to takie trywialne.
-Zdajesz sobie, mam nadzieję, sprawę z tego, iż to nie ty ani twoje pojawienie się tutaj jest problemem ? - aż podskoczyłam ze strachu, gdy zdałam sobie sprawę, że tuż obok mnie siedzi 'królowa' obozu, która po raz kolejny prezentuje swoje jakże ciekawe, huśtawki nastrojów. Ciekawe czy zdaje sobie z nich sprawę ? - Nie jestem królową, a księżniczką i nie, nie mam huśtawek nastrojów.
-Skąd wiesz, o czym myślałam ? - spytałam oburzona
-Wiem sporo rzeczy i nie ma sensu, aby było Ci przykro z powodu historii mojej matki - uśmiechnęła się smutno
-Twojej... matki ? - zdziwiłam się, a ona spojrzała na mnie, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
-Nie powiesz, mi, że nawet nie zaczęłaś się domyślać. Choć szczerze Cię nie lubię, to chyba nawet ty nie możesz być tak tępa.
-Stokrotne dzięki.
-Sarkazm nie jest wskazany. Mimo, że nie przekonałam się jeszcze do Ciebie, kładąc nacisk na słowo jeszcze, to nie chcę Cię totalnie poniżyć, szczególnie przed moim bratem, bo uwierz, jako wnuczka Afrodyty, szczerze twierdzę, że na facetów zawsze jest pora. - uśmiechnęła się, a ja nieśmiało zrobiłam to samo. - No, dużo lepiej. Teraz, co do facetów. Większość jest wolna, ale kilka zasad : Po pierwsze, możesz umawiać się w teorii, z każdym, bo nie wiąże Cię z żadnym z nich matka lub ojciec. Po drugie, nie zwracasz uwagi na mojego przyrodniego brata, Jasona; na bliźniaków Hood; na Franka z domku Aresa i na Perseusza. Dodatkowo odradzam satyrów. Reszta zasadniczo jest do wzięcia, ale nie wszyscy. Po trzecie, jeśli chcesz startować do Jake'a to musisz naprawdę się postarać, i dodatkowo postarać się, żeby wziął Cię pod ochronę, bo damska połowa Obozu, wydrapie Ci oczy i to raczej nie jest przenośnia. Po czwarte i najważniejsze, wara od mojego chłopaka, bo krzywdy, jaką ja Ci zadam, nie będziesz w stanie porównać do niczego. - podczas całego monologu szeroko się uśmiechała, ale ta ostatnia groźba zabrzmiała naprawdę poważnie. - W Jego sprawie, zawsze jestem poważna, bo nawet sprawy sobie nie zdajesz, co musieliśmy oboje przejść, żeby być razem. To wszystko, co mogę Ci powiedzieć.
Najwyraźniej, to był koniec królewskiej audiencji, bo wstała i najwyraźniej oczekiwała, że zrobię to samo. Poprowadziła mnie do domku z szaroniebieskich desek z kaduceuszem i tabliczką z numerem 11, przybitymi nad drzwiami.
-Domek Hermesa, dzisiaj śpisz tutaj, a jutro zastanowimy się co dalej. Connor ! - krzyknęła. Drzwi otworzył chłopak, który przyjął mnie przy stole w sali jadalnej- Dobry wieczór Travis, wołałam Connora, ale to w sumie żadna różnica. Przypilnujcie jej do rana.
-Ma się rozumieć, czyli możemy... ? - nie dokończył.
-Ale tylko ten raz. Dobranoc Margaritte, mam nadzieję, że potraktują Cię łagodnie. - miałam wrażenie, że chciała użyć słowa innego niż łagodnie.
-Dobranoc - pożegnałam się z odrobiną lęku
-Nie martw się. Jesteśmy dobrą rodziną, może czasem coś komuś znika bez wieści, ale w sumie jesteśmy dobrą rodziną - uśmiechnął się szeroko. Po chwili, jakby sobie o czymś przypomniał, zawołał kogoś i polecił mu przyniesienie śpiwora. - Nasz domek jak widzisz nadal jest zatłoczony, ale zdecydowanie mniej niż kilka lat temu. - oprowadził mnie szybko po domku, przedstawiając kilku osobom. Po czym wręczył mi śpiwór i plecak, który tu przywiozłam
-Skąd go macie ?
-Nasz tato, jest nie tylko boskim posłańcem. Umie skombinować różne rzeczy. Pod pojęciem skombinować mam na myśli ukraść, albo jak kto woli pożyczyć.
-Aha. Powinnam wiedzieć coś jeszcze ?
-Pobudka zwykle o 7.30, jutro o 7.00. Śniadanie o 8.00, później ktoś pokaże Ci zajęcia. Dobrej nocy. - i tak po prostu odszedł.
Znalazłam sobie jakiś wolny kawałek podłogi w kącie, rozłożyłam śpiwór i zwinęłam się w kłębek. Było już dobrze po 10 i ktoś zawołał, że zostało nam 5 minut. Ale ja nie zwracałam uwagi na ludzi wokół, którzy może wydawali się przyjaźnie nastawieni, ale jednak ja byłam inna wśród nich. Zresztą, to nic nowego. Zawsze za niezwykła dla śmiertelników i za zwykła dla niezwykłych osób.
Wpatrywałam się w fotografię mamy. W jej piękne orzechowe oczy i jasne włosy.
-Może i nie jesteś boginią, ale dla mnie zawsze nią byłaś i zawsze będziesz.
I zasnęłam, tuląc się do fotografii najżyczliwszej mi osoby, która nigdy już nie wróci.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozdział X ~*~Meg~*~

Rozdział
X
~*~Meg~*~ 
Jake złapał mnie za nadgarstek i sprowadził z werandy. Bez słowa pociągnął w stronę zbiorowiska możliwie najdziwniejszych budynków na świecie. Jeden wyglądał jakby jego projektant nie mógł zdecydować się, czy woli architekturę starożytną czy steampunk, inny jaśniał srebrnym światłem, a jeszcze inny pokryty był nieumiejętnie nałożoną, krwistoczerwoną farbą. Przed każdym z nich siedziały dzieciaki w różnym wieku, najmłodsze z nich mogło mieć 5 lat, najstarsze około 20. Grupa kilkunastu grała na boisku w siatkówkę.
- Dzieciaki Apollina, banda pozerów. Nie zwracaj uwagi. - położył dłoń na mojej talii i poprowadził, stając przed każdym domkiem i mówiąc czyje dzieci w nim mieszkają. Srebrny domek był honorowym domkiem Artemidy, podobnie jak dwójka - Hery. Nieparzyste należały do bogów, a parzyste do bogiń. Z tego, co się dowiedziałam pierwsze 12 domków stojących w półkolu, to domki Olimpijskiej dwunastki - Rady Bogów. A kolejne dobudowano po wojnie z tytanem Kronosem. Teraz było ich około 20.
- Po uznaniu mieszkasz w domku swojego rodzica, a przed nim w 11, w domku Hermesa, który będąc bogiem podróżników przyjmuje nieuznane dzieci.
- A ja? - spytałam - Przecież jestem śmiertelniczką, co ze mną?
- To... trochę trudno mi powiedzieć, może będziesz w 11, a może okażesz się legatariuszem, jak ja - uśmiechnął się.
- Legatariuszem?
- Aha, mój tata jest półbogiem, a matka była śmiertelniczką.
- Była?
- Zmarła 16 lat temu, dokładnie w moje urodziny.
Uśmiechnął się smutno do wspomnień.
- Przykro mi. Wiem, jak musisz się czuć. - spojrzał na mnie, a ja niewiele myśląc zaczęłam go namiętnie całować, zdziwiony oddał pocałunek. Nie wiedząc nawet kiedy, leżeliśmy obok siebie na trawie. Patrzył na mnie ciepłymi oczami z łagodnym uśmiechem na ustach. Pocałował mnie jeszcze raz i wstał wyciągając do mnie ręce.
- Wstawaj, piękna. - podciągnął mnie do pionu i trzymając za rękę poprowadził dalej. Pokazał mi arenę szermierczą, na której kilku chłopaków pojedynkowało się.
- I to są prawdziwe miecze? A co będzie jeśli zrobią sobie krzywdę?
- Wtedy mamy nektar i ambrozję, a na tym etapie raczej nie zrobią sobie śmiertelnej krzywdy.
Nie odpowiedziałam, poszliśmy w stronę budynku, który wyglądał jak skrzyżowanie Partenonu i lokomotywy parowej.
- A to co jest?
- Zbrojownia. Chodź, poznasz kogoś.
Weszliśmy do środka, na środku stały dębowe stały dębowe stoły zasłane narzędziami, kawałkami metalu i jakimiś mechanizmami; w tylną ścianę wbudowane było kilka pieców hutniczych. Było gorąco jak w piekle.
- Leo! - zawołał mój towarzysz, zza jednego ze stołów wyskoczył Latynos z burzą brązowych loków i uroczym uśmiechem.
- Cześć Sówko, dawno cię tu nie było - spojrzał na mnie - O, i przyprowadziłeś koleżankę. Jestem Valdez, Leo Valdez. Ale możesz mi mówić 'Bad Boy' albo 'ciacho' - wyciągnął do mnie dłoń umazaną czymś czarnym, zapewne smarem, spojrzałam na nią z powątpiewaniem, też spojrzał na swoją rękę - Och, no tak - jego uśmiech zrobił się jeszcze szerszy - Wybacz, mój wygląd, ale i tak miło poznać.
- Mnie również. Jestem Meg.
- To ty jesteś tą śmiertelniczką? - Jake zgromił go wzrokiem - Sorry, ale to, no, coś nowego. Nie gniewasz się, co?
- I ten się dziwi, że żadna go nie chce. - do rozmowy wtrąciła się dziewczyna, bardzo do Leona podobna. - Jestem Nyssa, przyrodnia siostra Leo - przedstawiła się.
- Cześć - uśmiechnęłam się i zwróciłam do Leona - Nie ma sprawy. - wyraźnie mu ulżyło.
- Ty Płomyk. Mam dla Ciebie zajęcie. - odezwał się Jake, teraz trzymał w dłoniach strzałę, która poprzedniego wieczoru była wymierzona w Alexis - Możesz sprawdzić co to jest?
- Strzała, nie widać? - zażartował, ale chłopak nie podzielał jego dobrego humoru - No dobra, sprawdzę ją. - Wziął strzałę i podszedł do stołu. Nyssa zaczęła mu pomagać.
- A teraz chodźmy, niedługo kolacja. Pokażę Ci jedno miejsce, w które lubię przychodzić.
Wyszliśmy na powietrze, które, jak dopiero teraz zauważyłam, pachniało morzem i truskawkami. Niebo zrobiło się liliowe ze złotymi przebłyskami. Piękne.
- Nie tak piękne jak ty. - Jake szepnął mi do ucha.
- Czy ty mnie podrywasz? - spytałam przebiegle.
- Być może - pochylił się - Nawet - schylił się jeszcze bardziej - Tak.
- To przestań - spojrzał na mnie z miną zbitego psa - No co? - zrobił jeszcze smutniejszą minę - Miałeś mi coś pokazać - przypomniałam.
- Nie. - odparł.
- Nie? - zdziwiłam się - A to czemu?
- Bo nie. - odwrócił się w udawanym fochu.
- Tak? - podeszłam bliżej - A jeśli poproszę?
- Nie umiesz ładnie prosić. - fuknął w zabawny sposób.
- Ja nie umiem? - oburzyłam się z uśmiechem - Proszę.
- Nie. - przytuliłam go od tyłu.
- Bardzo proszę.
- Nie. - odpowiedział, ale wiedziałam, że się zgodzi.
- J. proszę - ujęłam jego twarz w dłonie, zmuszając by na mnie spojrzał. Przysunęłam się jeszcze bardziej i stanęłam na palcach tak, że prawie stykaliśmy się ustami; kiedy tak staliśmy szepnęłam - Proszę.
- No dobrze - uśmiechnęłam się i odsunęłam.
- Ha, ha, ty mała uwodzicielko - roześmiał się - kto tu kogo podrywa?
- Prowadź. - poprosiłam.
Pobiegł do przodu, a ja zaczęłam go gonić. Biegliśmy tak ze śmiechem, nie przejmując się ludźmi, którzy na nas patrzyli. Dobiegliśmy na polanę, Jake się zatrzymał, ale ja tego nie zauważyłam i wpadłam na niego z impetem. Oboje przewróciliśmy się na trawę, ja leżałam na nim. Złapał mnie w talii i obrócił się tak, że teraz to on leżał nade mną. Jego twarz na tle liliowego nieba przypominała mi malowidła francuskich mistrzów, które kiedyś pokazała mi mama.
- Byłeś kiedyś w Paryżu? - wypaliłam. Uniósł brwi.
- Nie, czemu pytasz?
- Mam wrażenie, że Cię widziałam kiedyś i skojarzyło mi się to z wycieczką do Paryża.
Roześmiał się.
- Naprawdę ciekawe rozumowanie. Kiedyś rzeczywiście byłem we Francji, ale na południu, dość daleko od Paryża. W Saint Croix. (czyt. san krua)
- Moja mama się tam urodziła.
- Była francuską?
- Tak. Ona... bardzo kochała Francję, często tam nas zabierała. W ogóle dużo wyjeżdżała, na pokazy.
- Córka modelki?
- Widać?
- Kiedy wychowujesz się praktycznie w świecie mody, to łatwo poznać kogoś kto ma z tym związek.
- Ty? I moda? Serio? - patrzyłam na niego z rozdziawioną buzią, zamknął mi ją dłonią.
- Ja nie. Alex to modelka, do tego prowadzi swoją agencję i jest współredaktorką pisma. Powiedzmy, że moda jest jej życiem. Ja tylko się z nią wychowałem. Byłem takim dodatkiem.
- Jaka jest naprawdę? - spytałam - Twoja siostra?
- Alex jest prawdziwym ewenementem. Urodziła się jako córka królowej wampirów, a teraz możliwie najdalej ucieka od tronu i korony. - uśmiechnął się - Lubi być w centrum uwagi, ale nie chce żyć w świcie królewskich etykiet i konwenansów. Ona to lepiej opowiada.
- A ten grzmot? To był przypadek prawda?
- O nie, ona potrafi nagiąć do siebie każdego, czy to półboga, śmiertelnika czy boga. No i jest jedną z niewielu osób, właściwie to tylko ona potrafi do wszystkiego przekonać swojego tatę.
- Jej ojcem jest - zamyśliłam się - Zeus?
- Tak, pamiętasz coś z mitologii.
- Czasem coś mi zostaje w głowie. - uśmiechnęłam się - Mieliśmy to na historii i angielskim.
- Normalna szkoła niewiele o tym wspomina dlatego półbogowie mają problemy z potworami i wiarą w swoje boskie korzenie.
Siedziałam obok niego po turecku, słuchając co opowiada o bogach, półbogach, o zajęciach na Obozie, łucznictwo, szermierka, zajęcia artystyczne, lekcje latania na pegazach, treningi z potworami.
- Te potwory to na serio? Czy tylko mnie straszysz?
- Posłuchaj - zamknęłam oczy i wsłuchałam się w dźwięki wokół. Ryki, szumy, pochrząkiwania. - Słyszysz? To chyba wystarczająca odpowiedź. Zresztą niedługo będzie bitwa, więc zapewne zobaczysz niektóre z nich.
- Bitwa. - patrząc na moją twarz, roześmiał się.
- Bitwa o sztandar, na prawdziwą broń, ale to tylko zabawa. Po kolacji zobaczysz, jak to wygląda. Będzie mały pojedynek. - uśmiechnął się ironicznie.
- O co? - spytałam.
- O domek. Są dwie drużyny, każdą prowadzi jeden domek. Grupowi tych dwóch domków starają się przeciągnąć na swoją stronę pozostałe domki. Teraz drużyny prowadzą Zeus i Hades.
- Alexis prowadzi jedną grupę, prawda?
- Tak, rywalizuje ze swoim chłopakiem, a to zawsze jest ciekawe.
- Okej, rozumiem. Tylko jeszcze jedno pytanie.
- Pytaj.
- Czemu to jest takie ciekawe?
Ujął moją dłoń i gładził ją palcami, było to bardzo przyjemne uczucie.
- Alex i Nico to para bardzo nietypowa. Znają się odkąd on był dzieckiem. Myślę, że dogadalibyście się.
- Czemu? - przerwałam mu.
- Wiesz, oboje nie macie matek, nie macie dobrych kontaktów z ojcem i jako rodzinę macie tylko siostry.
- To smutne, że, no wiesz...może i powinnam użalać się nad sobą, ale nadal potrafię współczuć innym, choć są w tej samej sytuacji. I... - przerwał mi głos rogu.
- Chodźmy na kolację - wstał z ziemi i podał mi rękę - Wstawaj.
Poszliśmy w stronę marmurowego pawilonu z kolumn. Kiedy stanęliśmy na schodach, pokłusował do nas centaur.
- Chejronie, gdzie ma usiąść Meg? - zmierzył mnie wzrokiem.
- Na razie niech usiądzie przy stole Hermesa, później zobaczymy.
Ścisnął moją dłoń, żeby dodać mi odwagi, poprowadził mnie do stolika, nad którym wisiał niebieski sztandar z symbolem aptekarzy - kaduceuszem. Ze szczytu stołu wstał chłopak z ciemnymi, kręconymi włosami, z uśmiechem.
- Przypilnujcie jej i siebie nawzajem - powiedział Jake.
- Jasna sprawa Sówko - roześmiał się - Zróbcie jej miejsce - ludzie przy stole ścisnęli się i mogłam usiąść. Nadal się wahałam, ale usiadłam. J. uśmiechnął się do mnie i obrócił się. Odszedł do stołu pod sztandarem ze srebrną sową.
- Nowa nieuznana? - szturchnęła mnie przyjaźnie dziewczyna obok. Przytaknęłam. - Ja też, jestem Irina.
- Meg. - przedstawiłam się. - Długo tu jesteś?
- Prawie 3 tygodnie. Moja mama jest śmiertelna, czekam na uznanie od taty. A ty?
- Nie jestem półbogiem.- Wymamrotałam.
- Co?
- Nie jestem półboginią. - powiedziałam.
- Och, przykro mi. Może letargiusz? Wyglądasz na potomka Afrodyty lub Hypnosa. Znasz swoich dziadków? - pokręciłam głową - No to jest możliwość. Możesz być też córką Muzy.
- Ale ja znałam swoją mamę - zaprotestowałam.
- Dobra, nie wściekaj się. Próbuję tylko pomóc. - odwróciła się do stołu, resztę czasu spędziłam w milczeniu. Aż po schodach weszły trzy postacie: Alexis, rudowłosa dziewczyna o zielonych oczach i... facet, którego widziałam w parku.
- Wyrocznia przemówiła! - rzekł pełnym patosu głosem - Wypowiedziała kolejną Wielką Przepowiednię, a teraz możemy stwierdzić kto jest tym herosem. Aidanie synu Alexis, podejdź.
Ona ma syna? Ta zołza? Chłopiec zdecydowanie wdał się, z wyglądu, w ojca. Zgadywałam, że tak jest, bo miał śniadą cerę i ciemne oczy, niby radosne, ale z odrobiną smutku.
- Witaj Apollinie, władco słońca, głosie wyroczni, opiekunie muzyki i poezji. - pozdrowił go.
- Witaj półbogu, dziecię śmierci, herosie przepowiedni. Wyrocznia Delficka wybrała dla Ciebie misję, która ma wynieść Cię z cienia Twojego ojca. Czy przyjmujesz ten los? - chłopiec zawahał się, ale powiedział:
- Przyjmuję ten los. Wypełnię przepowiednię i wyjdę z cienia mojego ojca. - dokończył dumnie. Ludzie wokół mnie zaczęli bić brawa, które z każdą chwilą rosły i, do których i ja się dołączyłam. Blondyn uniósł ręce, po czym zapanowała względna cisza.
- Pozostaje kwestia drugiego herosa. Dziewczyny, ktoś chętny?
Spojrzenia padły na stolik z sową i na zołzę. Ona i sprawiedliwość? Dobre sobie. Ale jak teraz na nią spojrzałam... wyglądała na smutną, ale i dumną. Pokręciła przecząco głową.
- A więc nie wiemy na razie kim jest córka sprawiedliwości, wracajcie do kolacji. - uśmiechnął się i zaczął jaśnieć; wszyscy odwrócili wzrok, też to zrobiłam. Kiedy otworzyłam oczy chłopaka nie było, a wszyscy wrócili do kolacji.
 Pod koniec kolacji centaur wstał od głównego stołu i poprosił o tekst przepowiedni. Alexis wyrecytowała wierszowany tekst.
- Dziękuję Ci - usiadła, wracając do rozmowy z uroczym blondynem.
Chejron kazał nam iść do łóżek, bądź na ognisko. Przy moim boku pojawił się Jake.
- Jak kolacja? - spytał, prowadząc mnie po schodach i w stronę amfiteatru.
- Świetnie - skłamałam. Spojrzał na mnie dziwnie, ale nic nie powiedział. - A tobie?
- Jak zwykle. Rozmowy o architekturze, fizyce i takie tam rozmowy geniuszy. - uśmiechnął się słabo. Widziałam, że czymś się martwi.
Szliśmy w milczeniu, mijając ludzi, którzy rzucali nam zdziwione spojrzenia; słyszałam szepty, mówiące coś o samotności, kłamstwie, łamaniu zasad.
Rozejrzałam się niepewnie, w centrum amfiteatru płonęło ognisko wysokim, jasnym płomieniem. Na kamiennych stopniach siedziały setki dzieciaków, podzielone na grupy, każda pod sztandarem opiekuńczego bóstwa: sowa, płonący młot, głowa dzika, winorośl; najwięcej ludzi siedziało pod sztandarem z kaduceuszem, za to pod sztandarem z orłem niosącym w szponach piorun siedziały ledwo dwie osoby.
 Jake zabrał mnie do miejsc pod srebrnym emblematem.
- Mogę tu usiąść? - zdziwiłam się.
- Oczywiście - Ann podeszła do nas - W teatrze jest więcej luzu. Siadaj.
Śpiewaliśmy takie typowe, głupie obozowe piosenki, kiedy teatr rozjaśnił błękitny blask. Nad głową mojej siostry, mojej małej, biednej Lilly unosił się błękitny hologram z rysunkiem wagi i miecza; na jej oczach pojawiła się biała opaska, a wszystkich to bardzo zdziwiło.

********************************************

Tu Paula Heaven ;) przepraszam, że tak długo nie było nowego rozdziału, ale miałam lekkie problemy :D macie na pocieszenie dużo do czytania ;**




poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Ogłoszenia

Ogłoszenia

  1. Przepraszam, za dość długą nieobecność, ale problemy z internetem na Obozie ;)
  2. Postaram się wpadać już częściej.
  3. Jak zauważycie mam pomocnika, nazywa się Paulina i jest pierwowzorem Pauli Haeven . Będzie mi pomagać dodawać rozdziały.
  4. Trzymajcie kciuki i niedługo wracam.
Wiem, że mnie kochacie,
Alice  

piątek, 5 kwietnia 2013

Grupowi domków

1) Zeus
 Grupowi : Alexis Veludis 
i

 Jason Grace


2) Hera
 Domek honorowy

3) Posejdon
 Grupowi : Percy Jackson


                    May Revèr


4) Demeter 
 Grupowi : Miranda Gardinger

 i

 Tom Reynolds



5) Ares
Grupowi : Clarisse La Rue

 i 

Sean O'Connor



6) Atena
Grupowi : Annabeth Chase

 i 

Malcolm Thatcher



7) Apollo
Grupowi : Paula Heaven

 i 

Will Solace



8) Artemida
Domek honorowy (Łowczynie)

9) Hefajstos
Grupowi : Leo Valdez

 i 

Nyssa Trenton



10) Afrodyta
Grupowi : Piper McLean

 i 

Matt Honeycutt



11) Hermes
Grupowi : Travis Hood

 i 

Connor Hood



12) Dionizos
Grupowi : Kastor Delos

 i 

Connie Dylan



13) Hades
Grupowi : Nico di Angelo

 i 

Hazel Levesque


14) Iryda
Grupowi : Butch Rainer


15) Hypnos  
Grupowi : Hope Dream


16) Nemezis
Grupowi : Marie Cruel


17) Nike
Grupowi : Franky Fillis


18) Hebe
Grupowi : Chris Colfer


19) Tyche
Grupowi : Arianna McCarthy  


20) Hekate 
Grupowi : Lou Ellen 

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział IX ~*~Alexis~*~

Rozdział
IX
~*~Alexis~*~
O co chodziło Rachel ? Poprawka, o co chodziło wyroczni ? Takie myśli zajmowały mój umysł tylko przez moment, po chwili dotarło do mnie, że to mówi Duch Delf, a nie Rachel.
-Wyrocznio, powiedz mi czemu te dzieci nie powinny istnieć ?
Wokół stóp dziewczyny zaczęła zbierać się gęsta, zielona mgła, formując się w kształt węży. Otworzyła usta i wypłynęły z nich słowa, wypowiedziane starym, pełnym mądrości głosem, zwielokrotniony, jakby trzy Rachel mówiły na raz.

 Córka sprawiedliwości,
syn Nocą wychowany.
Los czeka od starożytności.
Ona grecka, on egipcjany.
Połączyć się muszą,
inaczej świat zginie.
Z rąk dziecięcia śmierci,
upadną lub powstaną bogowie i boginie

Wpatrywałam się w nią szeroko otwartymi oczami. Stała naprzeciw mnie, teraz już zupełnie normalna.
-O nie - zobaczyła mój wyraz twarzy - Co znowu nawygadywałam? - spytała żałosnym głosem
-Pomijając przepowiednię, dotyczącą mojego syna, to nic takiego. - odpowiedziałam smutno i opadłam na kanapę.
-Ja-jak to ? Przecież nie zadałaś pytania, nie czułam się tak jak przy innych przepowiedniach.
-Wyrocznia przemówiła ! - usłyszałyśmy nowy głos - Jak wspaniale móc usłyszeć kolejną Wielką Przepowiednię ! - u wejścia do jaskini stał młody facet z blond włosami i perfekcyjnie dobranymi okularami przeciwsłonecznymi.
-Apollinie, czego chcesz ? - spytałam niechętnie.
-To tak wita się rodzinę ? - oburzył się
-Przyszedłeś żeby uczyć mnie manier czy żeby coś ogłosić albo pomóc ? - warknęłam
-Nie wściekaj się tak. Nasza przyjaciółka wypowiedziała przepowiednię, która jak słusznie zauważyłaś, mówi o Twoim synu.
-I którą sam zesłałeś. - dokończyłam spuszczając głowę.
-Pudło - oznajmił radośnie
-Słucham ? - spojrzeliśmy na nią - No, jeśli nie ty, to kto ? Przecież Duch Delf wypowiada tylko Twoje przepowiednie. 
-Świetna przepowiednia i w ogóle, ale niestety to nie moje dzieło. A szkoda. - zakończył dramatycznie
-Skoro nie ty, to kto inny majstrował przy przepowiedniach ?
-A czy to ważne ? Grunt, że macie nową przepowiednię do spełnienia. - uśmiechnął się
-Nie no, ja się poddaję. Weźcie go stąd. 
-No, a teraz panienki, chodźcie na kolację. Trzeba ogłosić dobrą nowinę.
Wyszłyśmy z jaskini kierując się w stronę pawilonu jadalnego, prowadzone pod ramiona przez irytująco optymistycznego boga. Z ociąganiem weszłam po stopniach, do Jadalni. Wzrok wszystkich zwrócił się na nas, wyrwałam się przyrodniemu bratu i stanęłam obrażona obok.
-Wyrocznia przemówiła ! - zawołał dumnym głosem; wszyscy spojrzeli na Rachel - Wypowiedziała kolejną Wielką Przepowiednię, a tym razem możemy z pewnością stwierdzić, kto jest jednym z dwójki herosów, dla których wypełnienie przepowiedni, będzie losem. Aidanie, synu Alexis, podejdź do nas. - chłopiec wstał od stołu, przy którym siedział wraz z Nikiem, Hazel i Natalie. Podszedł do boga wyroczni pewnym krokiem
-Bądź pozdrowiony Apollinie, władco słońca, głosie wyroczni, opiekunie muzyki i poezji. - pozdrowił go 
-Witaj półbogu, dziecię śmierci, herosie przepowiedni. Wyrocznia Delficka wybrała dla Ciebie misję, która ma wynieść Cię z cienia Twego ojca. Czy przyjmujesz ten los ?
Aidan spojrzał na mnie pytająco, skinęłam głową i powiedziałam bezgłośnie: 'To twój los i Twój wybór' 
-Przyjmuję ten los. - odpowiedział - Wypełnię przepowiednię i wyjdę z cienia ojca. - powiedział dumnie. Usłyszeliśmy niemrawe oklaski, które stawały się coraz głośniejsze, aby przerodzić się w głośny aplauz. Bóg słońca uniósł ręce w uciszającym geście, powoli zapadła względna cisza.
-Pozostaje kwestia drugiego herosa, który według przepowiedni ma być córką sprawiedliwości. Ktoś chętny ? - spytał pogodnym głosem. Część osób spojrzała na Annabeth i żeńską część domku Ateny, ale większość i tak patrzyła na mnie.
-A więc, tę sprawę zostawiam wam do rozwiązania, wracajcie do kolacji - uśmiechnął się promiennie i wszyscy odwrócili wzrok, kiedy przybrał prawdziwą, boską formę. Kiedy zniknął w jaskrawym świetle, uklęknęłam przed Aidanem.
-Jak mogłeś się na to zgodzić ?
-Mamo, nie martw się, nic mi nie będzie. Tata nie pozwoli, żeby coś mi się stało. - uśmiechnął się, a ja wiedziałam, że ma rację. Też się uśmiechnęłam.
-No dobrze. - przytuliłam go - Wracaj do stołu.
Odszedł, a ja powlokłam się do stołu, przy którym siedział Jason.
-Hej, mała - przywitał się
-Cześć Błyskawico.
-Martwisz się co ?
-Nie, no bardzo się cieszę. - odpowiedziałam sarkastycznie - Jasne, że się martwię.
-Może nie będzie tak źle.
-Wiesz co, jesteś idealnym przykładem, na potwierdzenie tezy, że blondynki są głupie. - roześmialiśmy się oboje - A co z Piper ? Jak się wam układa ? - spojrzałam na stolik Afrodyty, gdzie Pipes siedziała wraz z resztą swojego rodzeństwa, pomachała nam, a ja jej odmachałam.
-Jest, hmm, dobrze. Rzadko ze sobą rozmawiamy, ale jest dobrze.
-Miałeś jakieś wiadomości od Thalii ? - spytałam, nasza siostra, poruczniczka Łowczyń Artemidy, ostatnio rzadko się odzywała.
-Jakiś tydzień temu, była z Łowczyniami w Maine, a później ruszyły na południe i już się nie odzywała.
Kolację skończyliśmy w milczeniu. Kiedy reszta obozowiczów skończyła swoje kolacje, od głównego stołu wstał Chejron i odchrząknął, wszyscy spojrzeli w tamtą stronę.
-Herosi, Wyrocznia przepowiedziała kolejną misję, od której może zależeć los świata. Czy możemy usłyszeć tę przepowiednię ? - zrozumiałam, że chce żebym powtórzyła te słowa, które wypowiedziała Rachel. Wstałam od stolika i stanęłam na środku.
' Córka sprawiedliwości, syn Nocą wychowany. Los czeka od starożytności.Ona grecka, on egipcjany. Połączyć się muszą,inaczej świat zginie. Z rąk dziecięcia śmierci,upadną lub powstaną bogowie i boginie.' Taki jest tekst przepowiedni.
-Dziękuję Ci. - usiadłam na powrót do stolika - Herosi, na dzień dzisiejszy, nie możemy z pewnością stwierdzić, kto jest 'córką sprawiedliwości'. Więc proszę, abyście, teraz udali się na ognisko bądź do łóżek. Dobranoc, półbogowie. - tymi słowami zakończył kolację.
Poszliśmy do amfiteatru, w którym odbywało się ognisko i wspólne śpiewy, prowadzone przez domek Apollina. Ogień płonął tym razem wysoko i jasno, odzwierciedlając uczucia 
obozowiczów, ale nie moje. Byłam pełna wątpliwości co do tej misji, do przepowiedni i do wszystkiego co się dzisiaj wydarzyło. Ale to oczywiście, nie mógł być koniec boskich niespodzianek.
Usiadłam na ławce koło mojego chłopaka, który bez zbędnych pytań po prostu mnie przytulił. Siedzieliśmy tak razem, śpiewając głupie obozowe piosenki, co pozwalało chociaż na chwilę zapomnieć, że znowu mamy ratować świat. I właśnie wtedy to się zdarzyło.Nad małą, blond dziewczynką, którą dziś przywieźliśmy do Obozu, zapłonął znak. Została uznana. Ale jej znak, nie jaśniał, jak powinien zielonym światłem. Świecił błękitem, przedstawiając wagę i miecz, a na oczach dziewczynki pojawiła się lniana opaska. Już chyba wiemy, kto jest 'córką sprawiedliwości'.
~~~~~~~~~~
 Siostrzyczko, dzięki za pomoc z przepowiednią. Wiesz, że Cię uwielbiam <3