Rozdział I
~*~Meg~*~
''Jedno wiem, nie poddam się...''
Tekst piosenki z bajki, którą uwielbia Lilly. Wiem, że to dziwne, ale takie piosenki często są najlepsze. Tak wogóle, to cześć. Jestem Meg, mam 17 lat, a jedyną osobą z jaką naprawdę rozmawiam jest moja 7-letnia siostra. Nasza mama zginęła kiedy miałam 12 lat. Zostawiła mnie z 2-letnią siostrą i ojcem, który po jej śmierci załamał się i zaczął pić. Teraz jest wrakiem człowieka, często bije mnie, a jeśli mnie nie ma, to nawet małą Lilly. Często uciekałam z domu, ale zawsze wracałam. Czemu ?
Do Lil oczywiście, nie potrafiłam jej zostawić. Tyle, że kiedy ojciec znów podniósł na nią rękę, coś we mnie pękło. Poczekałam, aż zaśnie po kolejnej awanturze ze mną, ubrałam małą, zarzuciłam plecak na ramię i wymknęłyśmy się z domu.
-Gdzie idziemy ? - dopytywała Lilly
-W bezpieczne miejsce. - odparłam
-A czy ono jest daleko ?
-Nie wiem kochanie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą - Zobaczymy.
Szłyśmy przed siebie, mijając eleganckie restauracje, drogie butiki i szczęśliwych nowojorczyków przemieszanych z turystami z całego świata. W końcu, było to zwykłe sierpniowe popołudnie. Wszyscy inni cieszyli się latem i wakacjami. Rodziny z dziećmi, zakochane pary...
Ja nawet nigdy nie miałam chłopaka. Rozejrzałam się po Central Parku i moją uwagę zwrócił chłopak, który wyraźnie odróżniał się od innych. Wysoki, o piaskowych włosach z białymi okularami przeciwsłonecznymi na oczach, sprawiał wrażenie, jakby urwał się z jakiejś sesji, albo co. Kiedy tak stałam, zahipnotyzowana jego urodą, widok zasłoniła mi grupa turystów, a kiedy przeszła, chłopaka już nie było.
Poszłyśmy dalej, ja skarciłam się w myślach:
''Nie wolno Ci teraz myśleć o chłopakach, musisz się troszczyć o siostrę.''
''No, ale on był taki przystojny''
''Ale to facet, faceci nie są nam potrzebni.''
Kręciłyśmy się tak bez celu, kiedy Lilly zaczęła marudzić, że jest głodna. Tego zlekceważyć nie mogłam - moja biedna siostra była chora, więc nie było z nią żartów.
-Lilly, zostań tu. Ja zaraz wrócę.
-Dobrze, Meggie. - uśmiechnęła się do mnie.
Weszłam do chłodnego sklepu i wzięłam czekoladę. Kiedy podeszłam do kasy. Z półmroku panującego w sklepie wyszedł sprzedawca, jakiś 30-latek, z blizną na twarzy i zimnym błyskiem w oku. Czym prędzej zapłaciłam i prawie biegiem wyszłam ze sklepu, czując na sobie wzrok sklepikarza.
Kiedy stanęłam na chodniku, zobaczyłam, że przed Lilly stoi jakiś facet. Podbiegłam do nich i schowałam małą za siebie.
-Czego od niej chcesz ?!
-Niczego. Po prostu stała tu sama, myślałem, że potrzebuje pomocy. - Na oko miał 18 lat, ciemne włosy i ciemne oczy.
-Więc się pomyliłeś. Nie potrzebujemy pomocy !
-Ale Meggy, przecież nie mamy gdzie iść. Może on nam pomoże?
Chłopak wpatrywał się z uwagą w witrynę sklepu, z którego wyszłam.
-Jasne, że wam pomogę - przeniósł wzrok na mnie. - A teraz chodźcie.
-Jak to ? Gdzie... Po co ?
-Uciekłyście z domu, nie macie gdzie iść, a twojej siostrze nie podoba się stanie w jednym miejscu. Co Ci zależy ? - spojrzał na mnie.
-Ja... - zaniemówiłam.
-Tak ! Chodźmy. - ucieszyła się Lil
-No dobrze - powiedziałam z powątpiewaniem - Znasz miejsce, gdzie mogłybyśmy przenocować ?
-Owszem. Chodźcie. - przerzucił sobie mój plecak przez ramię i poszliśmy.
Po kilku minutach, spojrzał na mnie i powiedział :
-Tak wogóle, to na imię mi Jake. - uśmiechnął się uroczo, krzywo.
Zaczęłam karmić Lilly czekoladą i rozmyślałam o nim. Z jego wyglądu mogłam wywnioskować, że ma kasę. Jego ciuchy chciały udawać normalne, ale widać było, że gustuje w drogich markach : jasne jeansy, szara koszulka, na to zgniłozielona koszula z podwiniętymi rękawami i czarne sportowe buty.
Nie prześliśmy dużo, po kilku minutach Jake zatrzymał się przed eleganckim apartamentowcem.
-Tutaj mieszkam. Zapraszam. - ubrany w czarną liberię, siwowłosy portier, otworzył nam szklano-metalowe drzwi.
-Żartujesz ? - patrzyłam oniemiała na Jake'a - Nie możemy tu zostać.
-Po pierwsze, nie żartuję z poważnych spraw. Po drugie, oczywiście, że możecie. Wchodźcie, kolejny raz tego nie zaproponuję, tylko wniosę Cię do środka.
Weszłam, a właściwie zostałam wciągnięta przez Lilly do środka.
Wnętrze holu było imponujące, utrzymane w jasnych barwach. Podłoga z jasnego orzecha, z wykładziną w kolorze wina. Ściany z marmuru, gdzieniegdzie wisiały abstrakcyjne obrazy. Pośrodku stał mahoniowy kontuar, za którym stała młoda kobieta z ciemnymi lokami i zielonymi oczemi, ubrana w strój, który harmonizował się z kolorystyką holu.
-Jaydro, czy moja siostra jest na górze ? - spytał chłodno Jake. No świetnie, ma siostrę. Skoro mieszka w takim miejscu, na pewno nie pozwoli nam tu zostać.
-Tak, proszę pana. Jest na górze razem z państwem Jackson. - uśmiechnęła się promiennie. - Czy coś jeszcze ?
-Nie, dziękuję. - odpowiedział i mruknął pod nosem - Cudownie.
Podniósł wzrok i powidział :
-No dobrze, chodźcie. Poznacie Alexis.
ja napisze krótką
OdpowiedzUsuńChce kolejny, bo ten byl swietny :D
''Ale to facet, faceci nie są nam potrzebni.'' :D
OdpowiedzUsuńKocham ten twój humor :D
Opowiadanie naprawdę...Brak słów :D
Epickość leje się strumieniami, nawet w tak krótkim i dla niektórych nudnym rozdziale :D
Z niecierpliwością czekam na następne :)
świetne opowiadanie, na pewno będę je czytać. nie mogę się doczekać następnego, wiec życzę dużo weny pisz dalej. <3
OdpowiedzUsuń+ Percy i Annabeth razem. <3 już cię kocham. <3 ♥
Więc mój komentarz był krótki, a zazwyczaj nie dodaję takich. Muszę uzasadnić swoją opinię.
OdpowiedzUsuńWięc.
Zacznijmy od tego, że bardzo mi się rozdziałek spodobał...dlaczego?
Nawiązujesz do wszystkiego. Nie jest to kontynuacja z Percy'ego Jacksona, ale występują bohaterowie. Są tutaj moi kochani rodzice i chyba to mi się bardzo podoba.
Nico i Alexis....wiadomo, że Alexis jest twoim odbiciem na monitorze. Też tak robię. Często dana postać jest wzorowana na moich uczuciach np. Natalie Anderson, Oraz Lucy.
Ciekawe, że w prologu czy na samym początku napisałaś, że wszystko zależy od małej dziewczynki. I to chyba właśnie jest to czego tak bardzo oczekiwałam. Niepokoi mnie jedno. Jak widzisz piszę o Percym i w moim opowiadaniu póki co wszystko zależy od Ann i częściowo Percy'ego, ale z czasem miało się to zmienić. Boję się, że będzie to zbyt podobne do twojego i znów będę słyszała obelgi co do swojej osoby. No cóż. Myślę, że nasze historie potoczą się zupełnie inaczej.
Rozdział zaciekawił mnie! Czuję, że będzie choć nutka romansu ( a bardzo takie kocham )
Wiem...komentarz do mnie nie podobny, ale cóż. Nie mam czekolady, a póki co mam karę na nią (od Wiertary ---> DZIĘKUJĘ - SARKAZM )
Chyba wszystko co chciałam napisać.
Czekam na kolejny rozdział i życzę dużo weny.
Ps. ładny baner (moja skromność)
Elizabeth Dżerr Jackson