wtorek, 26 marca 2013

Rozdział VII ~*~Meg~*~

Rozdział
VII
~*~Meg~*~
Bylibyśmy tak stali jeszcze długo, zatopieni w swoich ustach, zamknięci we własnych objęciach, gdyby nie... Tak, zgadliście. Gdyby nie Alexis.
-No, no... Na 5 minut zostawić was nie można ? - zaśmiała się. Oderwaliśmy się. Dziewczyna stała na barierce, opierając się o kolumnę i nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że było to 30 piętro.
-Jak ty tu... ? - wpatrywałam się w nią z szeroko otwartymi oczami.
-Mój brat Ci nie wyjaśnił ? - nawet na nią nie spojrzałam - No tak, najwyraźniej miał ciekawsze zajęcie.
-Możesz ? - spytał Jake
-Oj dobra, już przestaję. - zeskoczyła na podłogę z drwiącym uśmiechem - Wyjaśnisz jej sam, czy mam Cię pilnować ?
-Alex, skończ. Damy sobie radę. - warknął
-W to nie wątpię.-rzucił jej zimne spojrzenie - Dobra i tak muszę pogadać z Santiago. Dobranoc - dygnęła i wbiegła tanecznym krokiem do mieszkania.
-Więc jak ? Powiesz mi ? - uśmiechnęłam się
-No dobrze. Usiądźmy. - wskazał na biały komplet wypoczynkowy w rogu tarasu. Usiedliśmy.
-Od czego mam zacząć ? - spytał
-Najlepiej od początku. Może... Kim jest twoja siostra ?
-Alexis, zacznijmy od tego, że nie jesteśmy rodzeństwem. - ta informacja mnie nie zaskoczyła. - Ona jest znacznie starsza. - zamyślił się i westchnął - Alex urodziła się w 1485 roku w okolicach Florencji, jako córka królewska. - spojrzał na Manhattan. 1485 rok ? To, teraz musiałaby mieś z... 600 lat ?
-Nie, to nie możliwe. Ona nie może mieć...-policzyłam szybko- ponad 500 lat !
Pokiwał w zamyśleniu głową.
-Jest w-wam...-nie potrafiłam wymówić prostego słowa.
-Wampirzycą. Konkretnie księżniczką wszystkich wampirów. Dlatego Łowcy tak się na nią zawzięli.
-Wow. - tylko tyle zdołałam wykrztusić.
 Siedzieliśmy tak bez słowa. Księżniczka wampirów ? Zaczynałam czuć się jak w tanim horrorze, a może romansie ?
Spojrzał na mnie zdziwiony.
-Nie boisz się ?
-No jakoś nie. Wiesz, nie sprawia wrażenia krwiożerczego potwora rodem z legend czy 'Zmierzchu'. Jak na... wampira.-wymówiłam w końcu to słowo - Jest dość ludzka.
-Tak. Nawet nie będąc zwykłym człowiekiem jest niezwykła. - uśmiechnął się dziwnie.
-Da się zauważyć. -roześmialiśmy się. - A co ze mną i Lilly ?
-Odpowiem pytaniem na pytanie. Znasz mity o greckich bogach i boginiach ?
-Afrodyta, Tezeusz te sprawy ? - spytałam. Kiwnął głową. - Czytałam, ale co to ma wspólnego z nami ?
-Meg, to nie są mity.
-Serio ? - spytałam ironicznie
-Nie wierzysz mi ?
-No, jakoś nie. - stwierdziłam
-Wierzysz, że Alexis jest wampirzycą, a nie potrafisz uwierzyć w mity ?
-Nie powiedziałam, że wierzę, że jest. - zaprzeczyłam
-Ja wiem, że wierzysz. Uwierz, to może Ci naprawdę pomóc.
Wpatrywał się we mnie uparcie. Nie mogłam przewidzieć, że tak się będzie przy tym upierał. I to z tym chłopakiem przed chwilą się całowałam. No właśnie... On tak wspaniale całuje.
-Meg. Nie myśl teraz o tym, co działo się pomiędzy nami jakieś pół godziny temu. - zarumieniłam się.
Skąd on to wiedział ?
-Skąd wiesz, że o tym myślałam ?
-Nie trudno się domyślić. Widzisz, taki jest mój dar od babki. Potrafię przejrzeć ludzi.
-No, to załóżmy, że mówisz prawdę. Kim jest twoja babcia ? Bóstwem ?
-Boginią mądrości.
-Czyli twoją babcią jest - próbowałam przypomnieć sobie podstawy mitologii.
-Atena. - uśmiechnął się.
-Aaa... No tak - sama się uśmiechnęłam.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Śmiejąc się znów zbliżyliśmy się do siebie i znów mogłam zobaczyć swoją twarz w jego oczach. Pięknych, ciemnych oczach rozjaśnionych jakimś dziwnym blaskiem. Oparłam się o jego ramię, a on nie protestował. Razem patrzyliśmy w gwiazdy, które były dziwnie wyraźne.
-Artemida robi nam prezent. - powiedział łagodnie z uśmiechem na ustach.
-Czyli to wszystko prawda ? Trochę trudno w to uwierzyć.
-Wiem, ale z czasem jest łatwiej. - pocałował mnie w czubek głowy.
-A co to ten Obóz ? - spytałam
-Jedno z niewielu miejsc, w których bezpieczne są takie dzieci jak ja, Alex, albo twoja siostra.
-Opowiesz mi o nim ? Proszę. -odwróciłam twarz w jego stronę.
-Niech Ci będzie. - zaczął opowiadać o półbogach, bogach. O zajęciach na tym Obozie :lataniu na pegazach, szermierce, ściance wspinaczkowej z prawdziwą lawą; o opiekunie Obozu - centaurze Chejronie; dyrektorze - Panu D.; o domkach, do których trafia się w zależności od boskiego rodzica; o wyroczni Rachel, a ja wsłuchana w jego ciepły, melodyjny głos, nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
*****Ranek*****
Obudziłam się w miękkiej pościeli, a na moją twarz padały promienie słońca. Otworzyłam oczy. Leżałam w łóżku, w białej pościeli. Zegarek na podłodze wskazywał 9.00. To mnie otrzeźwiło. Wstałam z niskiego łóżka, okazało się, że spałam w tych samych ubraniach co wczoraj. Rozejrzałam się po pokoju. Pokój był funkcjonalnie urządzony. W jednej ścianie były szerokie, szklane drzwi prowadzące na taras, w ścianę przeciwległą wbudowana była czarna szafa. Na przeciwko łóżka stało biurko z laptopem i nic więcej. W nogach łóżka, a właściwie materaca leżała kupka ciuchów. Sprawdziłam je, okazało się, że jest to jasnoniebieski T-shirt i czarne spodnie. Na samej górze leżała złożona kartka :
''Słodko wyglądasz, kiedy śpisz. Ubierz się i zejdź na dół. 
Jake''
Przebrałam się, bluzka była na mnie trochę za długa, ale niespecjalnie się tym przejęłam. Zeszłam na dół, wabiona zapachem jedzenia i dźwiękami muzyki. Przeszłam przez hol, w salonie zobaczyłam tańczące Lilly i Alexis. Przynajmniej jedna z nas miała z nią dobry kontakt. Patrzyłam na nie chwilę, Lilly zauważyła mnie pierwsza i pomachała do mnie z entuzjazmem, co zwróciło uwagę Alexis. Odwróciła się na pięcie i posłała mi szeroki uśmiech.
I ona ma być wampirem ?
Odwzajemniłam uśmiech i skierowałam się do kuchni, gdzie Jake smażył naleśniki. Bajka.
Spojrzał na mnie i jego twarz rozjaśnił uśmiech
-Dzień dobry, jak się spało ? Zjesz z nami ?
-Hej, świetnie. Bardzo chętnie. - też się uśmiechnęłam.
Usiadłam przy blacie, wpatrując się w chłopaka.
-Naprawdę jestem taki piękny, że nie możesz oderwać ode mnie wzroku ? - roześmiał się.
-Przepraszam - spuściłam wzrok.
-Nie masz za co. - usiadł na przeciwko mnie, a na blacie obok postawił talerz. Ujął mnie lekko pod brodę i już miał mnie pocałować, kiedy do kuchni wpadły roześmiane Lilly i Alexis.
-Ooo... Gołąbeczki - znów wybuchnęły śmiechem.
-Głodne ? - spytał chłopak
-Taak - zawołała mała
Usiadły obie i zaczęliśmy jeść. Śniadanie było wspaniałe.
-Spakowany ? - spytała ni stąd, ni zowąd Alex ; wyjeżdża ? Ale jak to ?
-Tak. - odpowiedział monosylabą.
-A ty Margaritte, gotowa ?
-Ja ? - zdziwiłam się
-Owszem. Jedziesz z nami. - nie sprawiała zadowolonej z zaistniałej sytuacji, ale jej brat uśmiechnął się. Dziewczyna straciła mną zainteresowanie.
-Lilly, jedziemy ? - spytała z uśmiechem
-Jedziemy - ucieszyła się - Kiedy jedziemy ?
-Właściwie, to możemy zaraz. Przyjedzie po nas ktoś z Obozu, J. ?
Uśmiechnął się tylko pod nosem nic nie mówiąc, ale jego siostra najwyraźniej wiedziała.
-Musiałeś akurat po Niego zadzwonić ?!
-Gwoli ścisłości, napisałem, żeby przyjechał .
Widziałam w jej oczach jednocześnie furię i radość. Usłyszałam sygnał wiadomości. Jake wyjął telefon.
-No, proszę bardzo. Twój kochaś czeka na dole.
-Zamknij się, palancie! - wydarła się na niego i pobiegła na górę.
-Wy też chodźcie. Wasza torba jest w holu, zejdźcie na dół. Zaraz do was dołączę. - pocałował mnie w policzek i podążył za siostrą. Zrobiłyśmy o co prosił. Na dole skinęła nam głową na powitanie recepcjonistka, a portier ukłonił się nam. Na chodniku, oparty o czarny samochód stał ciemnowłosy chłopak. Ubrany w ciemne jeansy i pomarańczowy podkoszulek, nosił na nadgarstku kilka skórzanych bransoletek, a na szyi rzemień z jakimiś paciorkami, którymi się bawił. Kiedy stanęłyśmy przed drzwiami podniósł wzrok i omiótł nas spojrzeniem brązowych oczu, a potem wrócił do poprzedniego zajęcia. Za chwilę drzwi się otworzyły i wypadła z nich Alexis, a za nią Jake. Dziewczyna momentalnie upuściła torbę którą niosła i rzuciła się temu dziwnemu chłopakowi w ramiona, po czym namiętnie go pocałowała. Patrzyłam na to wszystko trochę zdziwiona.
-Nie przejmuj się, oni tak zawsze, ale do wszystkiego da się przyzwyczaić. - mrugnął do mnie.
Dziewczyna szepnęła mu coś do ucha i spojrzał na mnie, tym razem weselszym wzrokiem. Wyciągnął do mnie rękę.
-Miło poznać, kogoś nowego - uśmiechnął się - Jestem Nico.
Uścisnęłam jego dłoń.
-Jestem Meg, też miło mi poznać.
-Jedźmy już. - Alexis pociągnęła swojego chłopaka za rękę.
Włożyli torby do bagażnika, Alexis usiadła z przodu, a ja, Jake i Lilly z tyłu. Pojechaliśmy w stronę zatoki Long Island. Po drodze właściwie tylko Jake, Alexis i jej chłopak rozmawiali.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, było już popołudnie.
Wysiedliśmy i wspięliśmy się na niskie wzgórze, na którego szczycie rosła sosna. Jake uśmiechnął się, podobnie jak Alexis, która już biegła w dół wzgórza razem z Nikiem.
-Witaj w Obozie Herosów.

3 komentarze:

  1. EPIC!!!!!!!!!
    Wszystko jest epickie!!!!!
    Wszystko!!!!
    Aż mi słów zabrakło na skomentowanie tego :O
    Czekamy baaardzo niecierpliwie na więcej :D

    Móżdżek

    OdpowiedzUsuń
  2. Nonwię czytnęłam i rozdział jest naprawdę cudny. Kocham go. Kocham, kocham, kocham
    Tak...Jake i Meg - <3 <3 *.*
    Prosze o nexta
    Kocham
    Dżerr

    OdpowiedzUsuń
  3. no na prawdę brak słów. <3 jest genialny, cudowny, świetny i nie wiem co jeszcze. :> OBÓZ <3 JAKE I MEG <3 NICO <3 KOOOOOCHAAAAAAM TO. <3 ♥ pisz dalej, czekamy na następnego. <3 dużo weny. ♥

    ~serioous

    OdpowiedzUsuń